czwartek, 26 czerwca 2014

OD Raina CD Mami

- Sprawdźmy. - puściłem do Mami oko. 
Pospiesznie zająłem miejsce na siodełku i wskazałem dziewczynie miejsce przed sobą.
- To chyba nie jest dobry pomysł... - zarumieniła się uroczo i spuściła wzrok.
- Mami, czas ucieka. - powiedziałem uśmiechając się szelmowsko.
Niepewnie i z ociąganiem usiadła na rurce rowera tuż przede mną.
- Trzymaj się mała. - pisnęła cicho, kiedy objąłem ją w pasie i trzymając jedną ręką kierownicę pojechałem lekkim zygzakiem w kierunku szkoły. Na miejsce dotarliśmy zbyt późno. Dziewczyna pospiesznie przypięła rower łańcuszkiem do słupka i oboje pobiegliśmy do drzwi. W połowie drogi dostrzegłem, jak z budynku zaczynają wychodzić uczniowie razem z nauczycielami...
- Zemdlej! - szepnąłem do Mami.
- Co? - spytała niepewna czy dobrze usłyszała.
Zatrzymałem ją w miejscu i wziąłem na ręce.
- Udawaj, że zemdlałaś.
Bez dalszych pytań, dziewczyna wykonała moje polecenie. Jej głowa opadła bezwładnie na moją pierś. Przez tłum zaciekawionych postaci przedarła się dyrektorka.
- Co tu się dzieje? - powiedziała donośnie, marszcząc przy tym brwi.
- Mami, źle się poczuła i wyszliśmy na dwór. Nie wiem dlaczego, ale zemdlała. - wzruszyłem z zakłopotaniem ramionami.
- Zanieś ją do skrzydła szpitalnego. - powiedziała pospiesznie i ponownie zniknęła w tłumie.
Nim jednak straciłem kobietę z oczy, na jej twarzy dostrzegłem cień uśmiechu. Z trudem powstrzymując wesołość, ruszyłem we wskazanym kierunku. Kiedy zniknęliśmy za rogiem budynku, postawiłem dziewczynę na ziemi.
- Chyba się udało. - powiedziała z ulgą.
Ku mojemu i jej zaskoczeniu, nadal trzymałem Mami w ramionach. Jakoś nie mogłem się zmusić, by puścić dziewczynę...

<Mami?>

niedziela, 8 czerwca 2014

Od Mami, CD Raina

- Na pewno? - maluch popiskiwał. Musiał mieć niezły ubaw. Zawodził w powietrzu niczym mały samolocik, czy też latawiec. Unosił się leciutko.
- Myślałam, że jest cięższa... a w powietrzu unosi się jak latawiec... - mruknęłam sama do do siebie, ale Rain to usłyszał.
- Rzeczywiście, też się nad tym zastanawiałem... - powiedział na głos.
- Kiedy? - spojrzałam na niego nagle.
- W sklepie zoologicznym. - spojrzałam na niego z niedowierzaniem oraz z miną mówiącą mniej więcej : ,,Przecież tam nie szliśmy". On to zauważył.
- Wtedy co mnie tam wysłałaś.
- Kiedy?
- Przecież to było zaledwie dzisiaj!
- Aaa, już pamiętam.... - wymamrotałam pod nosem. Nagle coś usiadło mi na ramieniu i zatrzepotało skrzydłami. Drgnęłam. Przypomniałam sobie, że to gryf.
- Lubi cię. - zaśmiał się Rain i wtedy maluch wyjął mi z włosów liść. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 12:25.
- CHODŹ! ZA 15 MINUT KOŃCZY SIĘ UROCZYSTOŚĆ! DOSTANIE SIĘ NAM, ŻE UCIEKLIŚMY Z APELU! - wyrzuciłam jednym tchem. Wzięłam wielki haust powietrza. Chłopak ,,wrócił na ziemię" i pobiegł za mną do domu. Szybko dałam młodej trochę kurczaka i zamknęłam w klatce. Chwyciłam klucze. Chłopak był już gotowy. Pochwyciłam jeszcze torbę i wybiegłam z nim na zewnątrz. Zamknęłam drzwi.
- Na tym rowerze mogą jechać dwie osoby. - puściłam do niego oko. Jak jedna jedzie z tyłu, niestety nie na siedzeniu...

<Rain, jak nas wyciągniesz z tego?>

sobota, 17 maja 2014

Od Hany CD Argony

- Pokazać? Nic - zaśmiała się lekko.
- Serio? To po co mnie tu ciągnęłaś? - dziewczyna lekko zdenerwowana spojrzała na Hanę, ktora nadal wydawała się być rozbawiona całą sytuacją.
- Nie uśmiecha mi się specjalnie samotne szwędanie się po tej cholernej wyspie - mruknęła. - Nudzę się, przeokropnie - pokręciła głową.
- Nic na to nie poradzę - mruknęła nieco zirytowana Argona.
- Byłas może w tym lesie? - Hana wskazała palcem na gromadę drzew, których korony lekko kołysały się na wietrze.
- Nie, jakoś szczególnie się po tej wyspie nie rozglądałam - pokręciła głową i rozejrzała się.
- No to czas to zmienić, chodź - zachichotała i ruszyla w stronę lasu, zgrabnie stawiając nogę za nogą.
- Niech cię diabli - prychnęła czarnowłosa, ale mimo wszystko dalej szła za Haną.
- Mama mi mówiła, że wyspa jest praktycznie dzika. Możemy spotkać tu dosłownie wszystko. Od zwykłych zwierząt po magiczne stworzenia - położyła ręce na biodrach i szła dalej. - Może nareszcie wydarzy się coś ciekawego.
<Argona? ^^>

Od Argony CD Hana

- Szczerze mówiąc przeszkadza mi twoja obecność - skrzywiłam się lekko - Ale w sumie skoro już tu jesteś to możesz się przynajmniej na coś przydać. Prowadź.
Nie byłam pewna czy moje słowa rozzłościły sukkubkę, czy raczej speszyły. Niemniej ruszyła w ciszy przez korytarz prowadząc mnie w stronę wyjścia. Ale nie milczała zbyt długo. Już po chwili z nutką kpiny w głosie zapytała:
- Nie spotkałam cię wcześniej, więc co cię sprowadza do Akademii?
- Nic szczególnego - mruknęłam w odpowiedzi - Potrzebuję chwili odpoczynku od Łowców.
- Więc polowali na ciebie?
- Jak zapewne na nas wszystkich...
- Nieważne - dziewczyna machnęła lekceważąco dłonią - Jesteśmy na zewnątrz, jeśli jeszcze nie zauważyłaś.
- Oczywiście, że zauważyłam - wymamrotałam - I nie widzę tu nic specjalnego. Nic, co mogłoby się podobać takiej ślicznotce sukkubskiej.
- Oh, jeszcze zobaczysz - odpowiedziała ze śmiechem - Chodźmy!
Pociągnęła mnie za sobą wzdłuż plaży. Las po naszej lewej był tak samo spokojny jak woda po prawej. Nic się nie poruszało, nic nie naruszało ciszy. Nic prócz naszych kroków. A właściwie kroków Hany.
- Więc co chciałaś mi pokazać?
(Hana? Podejrzewam, że zaraz z zarośli wyskoczy jakiś potwór. Wielki i straszny... Różowy Królik!!)

Od Hany CD Argony

Hana przyglądała się dziewczynie ze zmrużonymi oczyma. Nie spodziewała się, że spotka kogoś o tak późnej porze. Skrzywiła się nieco, bo myślała, że uda jej się wymknąć ze szkoły niezauważona przez nikogo. Matka na bank nie ucieszyłaby się, gdyby dowiedziała się o nocnych przechadzkach córki po pogrążonej w nocnym mroku wyspie. Dzienne spacery to zupełnie inna sprawa.
Dziewczyna położyła ręce na biodrach i przyjrzała się czarnowłosej. Nie ułatwiała jej tego wszechobecna ciemność:
- Co tutaj robisz? Powinnaś być w pokoju - mruknęła Hana, nie spuszczając jej z oczu.
- Skoro ja powinnam być w pokoju, to ty również, nie? - mruknęła beznamiętnie.
Hana zamilkła speszona pytaniem dziewczyny. Obie przyglądały się sobie w ciszy przez dłuższą chwilę.
- A tak w ogóle... nazywam się Hana - powiedziała dosyć cicho, by jej głos zbytnio nie rozszedł się po korytarzu.
- Argona - podała jej dłoń, a Hana ją lekko uścisnęła.
- Masz może ochotę na nocny spacer po wyspie? Podobno po zmroku można spotkać w tutejszym lesie ciekawe stworzenia - zaśmiała się cicho, a na jej twarzy zagościł wredny uśmieszek.
<Argona?>

piątek, 16 maja 2014

OD Kossa CD Lilianne

- To proste. Do szkoły mogą uczęszczać tylko żeńskie demony lub zwykli ludzie, tacy jak ja.
- Żaden z uczniów nie jest zwykłym człowiekiem. - powiedziała cicho. - myślami zapwene była gdzieś daleko stąd.
- O czym myślisz? - obserwowałem jej nieobecne oczy.
- O niczym. - spuściła głowę.
- Chciałbym cię lepiej poznać. - delikatnie uniosłem jej podbródek.
- Niewiele pamiętam. - wstała z łóżka, krążąc po pokoju.
- Nadal mi nie ufasz.... - szepnąłem cicho, by nie usłyszała.
- Ufałam tylko jednej osobie, ale ona odeszła... - miała dobry słuch - Może kiedyś powiem ci więcej, ale nie dziś. 
- Rozumiem. Masz ochotę na mały spacer? W pokoju jest duszno.
- Dokąd chcesz iść?
- Niedaleko stąd jest plaża.
- Chętnie. - uśmiechnęła się delikatnie.
Opuściliśmy mury Akademii i skierowaliśmy kroki w stronę morza. Wiał lekki wiatr, niosąc zapach soli. Mewy krążyły nad nami, krzycząc płaczliwie. Zachodzące słońce zabarwiło wszystko na czerwonozłoty kolor. Szliśmy powoli, ciesząc się niezapomnianym widokiem i mimowolnie poddając romantycznej atmosferze tego miejsca.

<lilianne? Sorki, że takie krótkie... ;)>

OD Raina CD Mami

Wyciągnąłem do dziewczyny rękę i pomogłem jej wstać.
- Dzięki.... - zaczerwieniła się na widok pewnej części odzieży leżącej na ziemi - uduszę go...! - wyszeptała, błyskawicznie zbierając bieliznę.
- To chyba twoje... - roześmiałem się, machając Mami przed oczami czarną podkolanówką z białą kokardką.
- Tak... - zabrała swoje rzeczy i w pośpiechu schowała na miejsce.
Mały rozbujnik został zamknięty w sporej klatce.
- Niesforna łobuziara. - malec patrzył żałośnie zza krat, jakby miał się za chwilę rozpłakać - Nawet nie próbuj...! - jęknęła błagalnie
- Nic jej nie będzie. - odciągnąłem Mami od klatki - Obie musicie się wzajemnie przyzwyczaić do nowej sytuacji. Potem będziesz mogła ją nauczyć dobrego zachowania. - powiedziałem przemądrzałym tonem. 
- To może długo potrwać... - wyglądała równie żałośnie, co stworzonko w kaltce.
- Chyba mam pomysł. - mrugnąłem porozumiewawczo i podniosłem klatkę.
- Co robisz? - zapytała z lekkim niepokojem.
- Chodź przewietrzycie się obie.
Wyszliśmy razem przed dom, postawiłem klatkę na zieni i otworzyłem drzwiczki.
- Zrobi sobie krzywdę!
Złapałem dziewczynę za rękę, powstrzymując przed złapaniem gryfka. Tymczasem zwierzątko z zadowoleniem i głośnym świergotem wzbiło się w powietrze. Przyciągnąłem Mami do siebie.
- Nic jej nie będzie. - zadarliśmy oboje głowy do góry, obserwując podniebne wyczyny malca.

<Mami uważaj na pociski z nieba... ;)>

środa, 14 maja 2014

Od Mami, CD Raina

- Uspokoję go, a ty posprzątaj. - wskazałam wzrokiem na miotłę i szufelkę. Posłusznie wykonał moje polecenie. Małolat brykał na szafce.
- Hej mały! Przestań! - próbowałam wziąć go na ręce, ale odleciał. Udało mi się go pochwycić, jak był w drodze do łazienki. Głaskałam go, by się uspokoił. Podziałało.
- Sorry, że się tak tobą wysługuję.... - wyjęłam z portfela pieniądze. - Mas tu pieniądze i kup jakąś klatkę, ale większą....
- Nic nie szkodzi. Taki mamy klimat... - zaśmiał się. Wyszedł z domu. Wrócił po piętnastu minutach.
- I jak? - zapytał z obawą.
- WZIĄŁ MOJĄ BIELIZNĘ I ZROBIŁ SOBIE GNIAZDO NA SZAFIE! - płonęłam w myślach. A może na zewnątrz też...
Zwierzak nieśmiało wyjrzał ze swojej kryjówki. W dziobie trzymał skarpetkę. Rain o mało nie ryknął śmiechem. Zacisnęłam pięści. Poustawiałam dużo krzeseł by wspiąć się na szafę. Nie należałam do wysokich osób, co bardzo mi utrudniało.W końcu poradziłam sobie z dwoma krzesłami. Delikatnie podniosłam zwierzątko i położyłam na stole. Krzesła zachwiały się, ja też. Wszystko runęło. Można było słyszeć krótki krzyk, huk i cichutkie przekleństwo....
- Żyjesz tam? - chłopak wyciągnął do mnie rękę z uśmiechem.

<Rain, uważaj...>

OD Lilinne CD Koss

Nie chciałam nikomu opowiadać swojej historii, a zwłaszcza osobie, którą tak mało znałam. Ale przecież Koss mi opowiedział. Czy nie byłoby nieuprzejmie z mojej strony, gdybym nie odwzajemniłam się tym samym? Tak czy inaczej, nie musiałam mówić wszystkiego. Nie zdoła sprawdzić wiarygodności moich słów.
- Moja historia nie jest tak ciekawa, jak twoja. Bo... odkąd pamiętam, wychowywała mnie babcia. Nie wiem nic na temat swojej pozostałej rodziny, ona też nigdy o niej nie wspominała. - zawahałam się. Chciałam dodać coś jeszcze, jeśli chodzi o uczucia, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. - Kiedy miałam sześć lat, zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jacyś ludzie z opieki socjalnej wcisnęli mnie do sierocińca; ponurego budynku z szarej cegły, umieszczonego na obrzeżach miasta. Nie pasowałam tam. Nie zachowywałam się jak inne dzieci. Spędziłam w ośrodku 8 lat. Pewnego dnia do sierocińca przybyła jedna z nauczycielek naszej szkoły, i stwierdziła, że powinnam z nią iść. Tak trafiłam tutaj. - zakończyłam. Przez cały czas próbowałam mieć kamienny wyraz twarzy i przybrać pozbawiony emocji głos, żeby Koss nie odszyfrował targających mną uczuć. Po chwili jednak nie wytrzymałam. W moich oczach zebrały łzy. Spuściłam głowę.
- Już dobrze. - uspokajał. - Tylko... dlaczego nie powiedziałaś mi wszystkiego?
Skąd on mógł wiedzieć, pomyślałam. Tak, potrafił czytać w myślach, ale przecież poczułabym.
- Jak... wszystkiego? - udałam zdziwienie.
- Jesteś sukkubem.
- Skąd ty tyle wiesz? - spytałam cicho. Teraz już naprawdę byłam zaskoczona.

wtorek, 13 maja 2014

OD Raina CD Mami

- Może sam chciałbyś spróbować? - Mami podała mi kilka niewielkich porcji piersi z kurczaka.
- Mam nadzieję, że nie zje moich palców. - mrugnąłem do dziewczyny i przykucnąłem przy gryfce.
Maluch rzucił się z apetytem na kawałki mięsa, przy okazji dziobiąc i moją rękę...
- Hej! - krzyknąłem - do boli, cholero mała!
- Nie mów tak do niej, bo ją przestraszysz! - Mami wpadła w bojowy nastrój.
Podeszła do zwierzątka i pogłaskał pieszczotliwie po łebku.
- Nie bój się go. To tylko facet, dużo krzyczy, mało robi.
Obserwowałem tą dwójkę z wysoko uniesionymi brwiami ze zdziwienia. W końcu dałem upust emocjom i parsknąłem głośnym śmiechem. Malec pisnął cicho i skulił się w ramionach dziewczyny.
- Przestraszyłeś ją! - powiedziała z wyraźną naganą w głosie.
- Przejmujesz się zwierzakiem, a ja? - podniosłem zraniony palec - Krwawię....!
- Przeżyjesz. - rzuciła przelotne spojrzenie na moją rękę i zajęła się na powrót małym gryfem.
- Ach te kobiety... - westchnąłem rozbawiony - Podaj mi tą groźną bestię, rzucę okiem na złamane skrzydło.
- Tylko bądź delikatny.
Zwierzątko nie było zachwycone pomysłem i za wszelką cenę próbowało się wyrwać.
- Chyba rzeczywiście nie przepada za mną. Trzymaj ją. 
Dziewczyna przyklęknęła na przeciw mnie na podłodze, tuląc malca do piersi. Ostrożnie ująłem zranione skrzydło i przesunąłem opuszkami palców po gładkich piórach. Wreszcie wyczułem deformację, a maluch wydał cichy pisk.
- Trzymaj ją teraz mocno. - zamknąłem oczy.
O dziwo nie mogłem się skupić. Rozpraszała mnie bliskość dziewczyny i szarpiące się zwierzątko. Po dłuższej chwili poczułem przepływ energii między mną a gryfem. Malec wyrywał się coraz słabiej, w końcu umilkł zupełnie.
- Już po wszystkim. - wysapałem, ocierając pot z czoła.
Mami podniosła głowę, byliśmy zaledwie kilka centymetrów od siebie. Trwaliśmy tak nieporuszeni  przez krótką chwilę. Niespodziewany brzęk tłuczonego szkła przywrócił nas rzeczywistości.
- Gryf! - dziewczyna natychmiast podniosła się na równe nogi i z niepokojem rozejrzała za zwierzątkiem. 
Mały psotnik siedział na szafce zadowolony z siebie, machając skrzydłami. Na podłodze leżały ostre kawałki porcelany...

<Mami? Tylko się nie skalecz ;)>

OD Kossa CD Lilianne

Ukryłem twarz w dłoniach i odetchnąłem spokojnie. 
- Będzie inaczej, tego jestem pewien.
Czułem ciepło jej drobnej dłoni na ramieniu. Oboje byliśmy samotni i zagubieni w wielkim świecie, a jednak to właśnie ona, nieśmiała dziewczyna, wyciągnęła do mnie rękę w geście pocieszenia...
- To długa historia. - skupiłem wzrok na przeciwległej ścianie - Może kiedyś ci ją opowiem w dłuższej wersji. Gość, którego widziałaś to mój kuzyn. Od dziecka lubił dręczyć ludzi, wykorzystując pozycję rodzinną. Babcia zawsze stanowiła głowę rodu. Była surowa i wymagająca, jednak miała dobre serce. Cały majątek po jej śmierci przejąłby jeden spadkobierca - Carl lub ja. Nasi ojcowie byli jedynymi synami Damy Margarett i jak wszyscy, uważali mojego kuzyna za wspaniałe dziecko, a mnie za odludka. O dziwo, babcia przejrzała Carla i jego charakter. W nocy po oficjalnym przyjęciu, gdzie ogłosiła mnie następcą rodu, kuzyn próbował popełnić morderstwo... - uśmiechnąłem się krzywo - Wielu pewnie ucieszyłoby się z mojej śmierci. Zdołałem uciec i wymknąć się z rąk jego "przyjaciół". Przez wiele lat ścigał mnie jak zwierzynę i wreszcie znalazł. Nie wiem jak zdołał przedostać się przez zabezpieczenia wyspy. Widocznie ktoś mu pomógł. Powiedział mi o śmierci babci, więc znając rodzinę, przejął majątek i przywileje. Obawiam się, że wreszcie zdoła mnie tu dosięgnąć, ma dostatecznie dużo pieniędzy i ludzi na skinienie palca. Na szczęście, także mam kilku wiernych przyjaciół. To przez nich zebrałem informacje o tobie. Bałem się, że Carl znalazł naiwną dziewczynę i naopowiadał kłamstw, jakim to jestem potworem, a potem wysłał, by dokończyła zadanie za niego. Nie bierz tego do siebie, to ostrożność.
- Rozumiem... - wyszeptała.
Spodziewałem się raczej, że będzie zła, znienawidzi mnie, albo wybiegnie z płaczem. Tymczasem ofiarowała swoje współczucie...
- Zaskakujesz mnie Lili coraz bardziej... - powiedziałem cicho - Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym teraz poznać twoją historię, z twoich ust.

<Lilianne?>

OD Lilianne CD Koss

Na lekcjach nie potrafiłam się skupić. Wciąż myślałam nad ostatnimi wydarzeniami, tak, że nauczyciele wielokrotnie musieli wyrywać mnie z zamyślenia reprymendą. Gdy wreszcie zabrzmiał dzwonek zwiastujący koniec zajęć, wybiegłam z klasy, zapominając o zabraniu ze sobą książek. Skierowałam się prosto do sekretariatu, gdzie zapytałam o numer pokoju Kossa. Uśmiechnięta kobieta bez wahania udzieliła odpowiedzi. Już po chwili stałam przed drzwiami, nieśmiało pukając. Usłyszałam znajomy głos wymawiający z zaskoczeniem zdrobnienie mojego imienia. Nacisnęłam klamkę i zobaczyłam chłopaka siedzącego na skraju niepościelonego łóżka. Przeczesał palcami potargane włosy.
- Wyglądasz... inaczej. - stwierdził, lustrując mnie wzrokiem.
Miał z resztą rację. Mimo roztargnienia, pamiętałam o ubraniu czegoś normalnego. Teraz byłam odziana w czarną, rozkloszowaną sukienkę sięgającą do kolan, a włosy upięłam w niewysoki kok. Zdziwiłam się, że zauważył odmienny strój na wstępie.
- Tak, założyłam inne ubrania. - rzuciłam niedbale. - Koss... wiesz... bo... - uświadomiłam sobie, iż nie wiem, w jakim właściwie celu do niego przyszłam. Szukałam odpowiednich słów. - Chciałam zapytać, skąd wiesz o mnie to wszystko. - Oznajmiłam w końcu. Po części była to prawda. Zawsze wnikliwie obserwowałam otaczających mnie ludzi. Jakim sposobem dotarł do źródła informacji?
- Już ci wyjaśniłem. - odparł po chwili namysłu.
- Ale nie wszystko...
- I tak zbyt dużo powiedziałem.
- To... to wyjaśnij chociaż, kim on był...
- Kto?
- Znasz odpowiedź.
- Wolę o nim nie mówić. Nie w tym momencie...
Ból w jego głosie sprawił, że niespodziewanie odczułam wielkie współczucie i zrozumienie. Podeszłam do Kossa, opadłam na łóżko, po czym położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. - wyszeptałam, choć wiedziałam o marnym znaczeniu tych popularnych słów.

Od Argony

Siedziałam w niemej ciszy z zamkniętymi oczami, wewnątrz mojego pokoju. Był środek nocy, światło zgaszone... i tylko delikatne światło gwiazd wpadało do pomieszczenia przez niewielkie okno. Oddychałam spokojnie wsłuchując się w ten błogi spokój. Jak dawno słyszałam tak ciepłą i przyjemną ciszę? Nie pamiętam... prawie od zawsze ktoś na mnie polował, ktoś czychał na moje życie. Na moją moc.
Nagle wśród ciszy usłyszałam coś. Cichy dźwięk, jakby... kropla wody wpadająca do kałuży... Otworzyłam gwałtownie oczy. Zapłonęły w ciemności jak dwa płomienie.
- Co to było? - szepnęłam, a mój głos w ciszy wydał się krzykiem
A przynajmniej mi się tak zdawało, bo śpiąca na sąsiednim łóżku dziewczyna nie zareagowała. Bezszelestnie wstałam z łóżka i ubranie narzuciłam mój płaszcz. Wyszłam na korytarz. Był ciemny i cichy, kamienna podłoga była całkiem sucha. Nie było mowy o żadnej kapiącej wodzie.
KAP!
A jednak. Dziwny dźwięk powtórzył się. Rozdarł ciszę korytarza jak pazur tygrysa. To było jak nagły impuls. Ruszyłam biegiem przed siebie tam, skąd dochodził ten dźwięk. Moje buty uderzały o ziemię nie czyniąc przy tym hałasu, mimo że były twarde nauczyłam się jak stąpać w nich bez zbędnych odgłosów.
Niespodziewanie zatrzymałam się w miejscu. Stałam przez chwilę na środku pustego, ciemnego korytarza zastanawiając się co ja właściwie robię? Co mnie obchodzi ten dźwięk?
KAP!
Ruszyłam biegiem. Muszę się dowiedzieć co go wydaje, czym jest, bo chyba oszaleję! Nie ważne czy jest sens, czy go nie ma. Muszę wiedzieć!
I wtedy... ciszę rozdarły czyjeś kroki. Znów się zatrzymałam. Jakaś dziewczyna szła korytarzem za mną. Skąd wiedziałam, że to dziewczyna? Roztaczała potężną (znów tylko dla mnie) aurę sukkuba. Jej rytmiczne kroki rozbrzmiewały w korytarzu zagłuszając ciszę. Spróbowałam wyłowić z nich ten dźwięk, ale nie byłam w stanie... Straciłam go... nie dowiem się czym był, skąd dochodził.
Kroki zamilkły. Dziewczyna przystanęła kawałek ode mnie.
- Kim jesteś? - zapytała, a jej głos był nieco zdziwiony
Odwróciłam się powoli. Spojrzałam na twarz sukkuba i na jej szczupłą sylwetkę. Szczupłą, piękną sylwetkę.
- Jestem uczniem Akademii tak jak ty. - mruknęłam.
(Jakiś sukkub?)

poniedziałek, 12 maja 2014

Od Mami, CD Raina

Stworek wyrywał się i chciał odlecieć. Liście, motyle i inne rzeczy które mogą latać po przeciętnym mieście ciekawiły go. Wyciągał główkę jak najwyżej by schwytać liść. Uspokoiłam go głaskaniem pod szyją. Mruczał cichutko i spływała z niego nadpobudliwość. Nie chciałam zbytnio potrząsać zwierzaczkiem, więc powstrzymaliśmy się od biegu, truchtu a nawet marszu. Prędkość nie mogła przekraczać przeciętnego niedzielnego spaceru. Inaczej maluch mógłby mnie ugryźć w rękę. W końcu dotarliśmy do domu. Nie używając rąk i słów wskazałam chłopakowi na torebkę, by otworzył drzwi, bo miałam zajęte ręce. Nie od razu zrozumiał. Wpuścił nas do domu. Zamknął drzwi.
- Gdzie mam go położyć.... - zastanawiałam się na głos.
- Może na podłogę? - uśmiechnął  się. Zrobiłam jak powiedział. Gryf chciał polecieć, ale bolące skrzydełko dawało się we znaki.
- To samiczka.... - pogłaskałam stworzonko po grzbiecie.
- Jesteś pewna? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak, kiedyś czytałam że samice mają skrzydła, a samce wręcz odwrotnie. Jeśli nie wierzysz, mogę ci udowodnić. - puściłam do niego oko i włączyłam laptopa. Szybko i sprawnie weszłam na Wikipedię.
- ,,Heraldyczny gryf jest zawsze rodzaju żeńskiego, chyba że zaznaczono inaczej. Gryf rodzaju męskiego jest bezskrzydły" - przeczytał na głos bez zająknięcia. - Rzeczywiście...
- Ciekawe co jedzą takie gryfy... - splotłam ręce na piersi. - Już wiem! Skoro gryf jest hybrydą lwa i orła, to je mięso.
Bez żadnego pośpiechu wyjęłam z zamrażalnika pierś z kurczaka. Maluch chwiejnym krokiem, ale zawsze podreptał do mnie i pochwycił mięso. Zjadł i domagał się więcej smakowitych kąsków.

<Rain, dasz mu coś?>

niedziela, 11 maja 2014

OD Kossa CD Lilianne

- Słyszałem o... - zawahałem się - twojej przeszłości...
Zacisnęła powieki i zagryzła wargi, po policzku spłynęła jedna łza.
- Przepraszam, nie chciałem... - przytuliłem ją delikatnie - Nie powinienem zrzucać na twoje barki własnych problemów. Twoje życie nie było lekkie.
- Skąd... wiesz? - wyszeptała.
- To... trudne do wyjaśnienia. - wziąłem głębszy wdech - Widziałem cię już kilka razy wcześniej. Korzystając z wpływów mojej rodziny, zapytałem tu i tam...
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Nie wiem. Może wydawałaś się tak samo zagubiona jak ja...
Wyswobodziła się z moich ramion.
- Powinnam już iść. Jest późno, a za niedługo lekcje.. - odwróciła się na pięcie i pomknęła w sobie tylko znanym kierunku. 
Powinienem już się do tego przyzwyczaić, że odpycham ludzi i w końcu zostaję sam. Wsadziłem ręce w kieszenie i wolnym krokiem ruszyłem do swojego pokoju. Pięć minut później zamknąłem cicho drzwi. Położyłem się na łóżku. Sen to w tej chwili najlepsze lekarstwo... Mimowolnie pod powiekami zaczęły napływać obrazy bliskiej mi osoby. Niestety starszej pani nie ma już wśród żywych - pomyślałem z goryczą. Powoli ogarnął mnie sen. Ostatnie co zapamiętałem to twarz uśmiechniętej babci i słowa "wszystko będzie dobrze, zobaczysz...". Jednak sen nie przyniósł spokoju. Z koszmaru wybudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
- Lili...! - krzyknąłem, siadając na łóżku.


<Lilianne?>

OD Raina CD Mami

Zaraz po wyjściu z budynku, Mami rozejrzała się lekko zaniepokojona. Jej wzrok padł na rower.
- Nikt ci go nie ukradnie. - puściłem oko do dziewczyny.
- Oby. To gdzie idziemy?
- Apel potrwa pewnie jeszcze z półtorej godziny. W sam raz, żeby pospacerować na plaży.
- Poczekaj chwilę, zabiorę rower.
- Chodź, szkoda czasu. - złapałem demonka za rękę i pociągnąłem w stronę głównej bramy.
Na plaży panował spokój. Szum morza i krzyk mew pozwalały nabrać dystansu do całej rzeczywistości. Szliśmy wzdłuż fal, śmiejąc się jak dzieci. W pewnym momencie Mami wyciągnęła rękę przed siebie i wskazała coś palcem.
- Spójrz, coś leży na plaży.
Na miejscu znaleźliśmy ranne pisklę gryfa.
- Skąd on się tu znalazł? - dziewczyna wzięła malucha na ręce.
Może wiatr rzucił nim o ziemię, ma złamane skrzydło. Widzisz? - delikatnie dotknąłem piór.
Stworek wydał piskliwy dźwięk.
- Chyba cię nie lubi. Zabierzemy go do mojego domu. Nie wiadomo od jak dawna tu leży - pod jej dotykiem pisklę wydało cichy pomruk.
- Wygląda na to, że ciebie polubił. Wiesz co jedzą gryfy? Jest chudy jak mój palec. - wyciągnąłem rękę przed siebie w celu porównania.
- Nie straż go! - zmarszczyła gniewnie brwi, widząc jak maluch próbuje wyrwać się z jej objęć.
Wstaliśmy oboje z piasku i wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę domku Mami. Po drodze dziewczyna próbowała uspokoić niesforne stworzonko. Widać, piskle poczuło się znacznie lepiej.

<Mami? Uważaj, bo cię ugryzie ;)>

sobota, 10 maja 2014

Argona Ryuketsu

Imię: Argona
Nazwisko: Ryuketsu
Wiek: 19 lat
Rasa: demon 
Stopień zagrożenia: międzi niskim a wysokim, doskonale zna swoje zdolności, ale nie jest w stanie kontrolować pełnego przepływu mocy
Klasa: czarna
Płeć: kobieta
Charakter: Argona nie jest dobrą osobą. Jest wyniosła i zimna jak lód, a co się z tym wiąże również dumna, mrukliwa i arogancka. Często używa sarkazmy i ironii, by podkreślić swój dystans do reszty świata, co raczej nie przysparza jej przyjaciół. Zawsze trzyma się na uboczu, jest zamknięta w sobie i oderwana od rzeczywistości. Nie robi nic, czego robić nie musi. Nigdy nie okazuje uczuć..., choć może to coś więcej? Może ona po prostu nie ma uczuć? Nie obawia się niczego, nawet śmierci i bólu. Nie ma litości dla wrogów, gardzi słabością. Sama jest nieczuła na ból i zniewagi. Wszystko wydaje się jej nie obchodzić, sprawy ludzi, sprawy nieludzi... Jej jedynym celem jest zabić wszystkie potwory istniejące na świecie. Jest opanowana, bezlitosna i okrutna, śmierć ją bawi i fascynuje. Czasem jest w stanie całymi dniami siedzieć nad powoli konającą ofiarą tylko po to, by obserwować jej przedśmiertne drgawki, rozpacz na twarzy, ból..., by słyszeć ostatnie słowa. Nie wykonuje niczyich rozkazów. Potrafi naprawdę uprzykrzyć komuś życie, młodszych (i czasem starszych) potrafi przyprawić o płacz. Woli pracować w pojedynkę, nigdy się nie poddaje, nie ustępuje. Wierzy w wykorzystywanie wszystkich środków do osiągnięcia celu. Kłamie bez mrugnięcia okiem, jednak zazwyczaj jest nawet zbyt szczera. Potrafi doskonale manipulować innymi oraz wykorzystywać ich do swoich celów. Posiada niezwykły dar przekonywania, któremu nie oprze się żaden szanujący życie stwór. Mimo trudnego charakteru zawsze postępuje według swojego pokręconego kodeksu, który nijak ma się do norm społecznych i moralnych wyznawanych przez większość ludzi. Najważniejszy jest dla niej honor i w jego imię zawsze dotrzymuje danego słowa. Cokolwiek obieca, przysięgnie lub powie do trzyma co do joty..., ale nigdy więcej. Nigdy nie wykracza poza zawarty pakt. Coś w jej zachowaniu sprawia, że większość ludzi albo darzy ją szacunkiem, albo jej nienawidzi. Czy w takim razie ma przyjaciół? Nie... Jedyna osoba, z którą się związała zginęła... i nigdy nie powróci.
Wygląd: Jest wysoka, szczupła i umięśniona. Ma czerwone oczy i długie, czarne włosy, które często spina czerwoną tasiemką w pasie. Przez jej prawe oko biegnie blizna w kształcie półksiężyca. Ubiera się zazwyczaj na czarno w wygodne spodnie i koszulki bez rękawów oraz długie rękawice i ciężkie buty. Na to wszystko narzuca czarny płaszcz, który potrafi zmieniać swoją barwę (na inny kolor lub na fakturę otoczenia). Na szyi zawsze wisi medalion w kształcie triquetry oraz krzyżyk, a w lewym uchu nosi trzy kolczyki. Nigdy nie rozstaje się z dwoma katanami wiszącymi u pasa, pistoletem MAG07 oraz różnymi rodzajami noży, shurikenów i igieł do rzucania. Na jej piersi został wyryty ten symbol: (http://i431.photobucket.com/albums/qq39/Cooldark_photo/darkness_wallpaper_4.gif)
Nikt jeszcze nie widział jej prawdziwej formy. Sama Argona nie śmie wzywać jej nawet w najgorszej sytuacji, gdyż obawia się całkowitej utraty kontroli.
Historia: Życie jej nie oszczędzało. Gdy była bardzo mała wymordowano całą wioskę, w której mieszkała, a ją wzięto do niewolniczego obozu walki. Ćwiczono ją tam metodami, o których woli nawet nie wspominać. Ból, strach, śmierć... jedynym twoim celem jest przeżyć... nieudane próby ucieczki razem z innymi dziećmi. Kilkakrotnie udało jej się pomóc jedynie podopiecznym. Potem tortury, kara za sprzeciwianie się rygorowi narzucanemu przez pana. Pozostała w obozie do jego zamknięcia przez Inkwizycję. Potem trafiła do klasztoru sióstr Klarysek. Tam nakazane było milczenie i modlitwa. Tam też nauczyła się wierzyć, że ktoś nad nią czuwa. Cieszyła się czasem spędzonym z siostrami... ale nie trwało to długo. Wkrótce na powrót zabrała ją Inkwizycja, gdy przypadkiem ujawniła swoje piekielne moce. Wtedy niemal spłonęła na stosie. Płomienie muskały jej stopy... wpadła w szał... wszystko wokół spłonęło w czarnych płomieniach. Ludzie. Zwierzęta. Domy... Była przerażona. Szok spowodował najpierw kompletną depresję, potem szaleństwo. Zaczęła tańczyć wśród zwęglonych ciał i pogorzelisk. Gdy przybyli ludzie z innej wioski, ich również zabiła... Zabijała, bo sprawiało jej to radość. Rozpruwała wnętrzności, oddzielała głowę od ciała... A wtedy pojawił się on... Na imię miał Chegon. Coś się w Argonie zmieniło. Pokochała go, jej szaleństwo minęło, a on zabrał ją do siebie. Do niewielkiego dworku rycerskiego. Żyła tam razem z nim przez wiele lat.W szczęściu i spokoju... ale i to się skończyło... Chłopak został pojmany przez wrogów Argony i przybity do muru pobliskiej stolicy za ramiona. Wisiał tam do czasu, gdy dziewczynie udało się dostać do wnętrza grodu i na mur. Ściągnęła go z niego, ale było już za późno... Używając katany - Drakena, ukróciła męki ukochanego... Od tego czasu już nigdy nie związała się z nikim. Nauczyła się żyć samotnie i tylko niekiedy gdzieś zatrzymywać. 
Nigdy nie myślała, że znajdzie azyl, w którym nie byłaby ścigana przez swoich wrogów - Łowców. A jednak. Dotarła do Akademii, do tego miejsca, które zapewniło jej... chwilę spokoju. Jak długo to potrwa?
Hobby: nie ma zainteresowań, jest niemal wyzuta z emocji. Czasami tylko wychodzi w nocy by popatrzeć na gwiazdy i księżyc
Partner:
Umiejętności: nie zdradza
Steruje: ketsurui

środa, 7 maja 2014

OD Lilianne CD Koss

Pod wpływem jego słów poczułam nagle, że jakimś niewytłumaczalnym sposobem mamy ze sobą wiele wspólnego. Może to dziwne, ale... przywodził mi na myśl mnie samą. W tamtym momencie. Bardzo chciałam zapytać go, co się stało, ale już z góry wiedziałam, iż nie uzyskam odpowiedzi. Jeszcze za wcześnie. Wreszcie otrząsnęłam się z podobnym myśli. Nie powinnam ufać osobom, których nie znam, a nawet niektórym z tych, których znam.
- Przecież ja tu jestem... - odpowiedziałam równie cicho.
- Ale po tym, co się stało... Mam wrażenie, jakby poza tobą świat nie istniał. - oznajmił. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens tych słów. Delikatnie wyswobodziłam dłoń z uścisku Kossa.
- C-co? - spytałam zdumiona.
- Chodzi o to, że jesteś jedynym punktem otaczającego mnie świata, który stanowi łącznik między mną, a rzeczywistością. - wyjaśnił.
- Ach. - mruknęłam krótko. Nie spodziewałam się tego, ale gdy usłyszałam odpowiedź, poczułam bardzo osobliwy, cichy zawód, gdzieś w głębi duszy.
- Ty pewnie nie zrozumiesz... - odparł, spuszczając wzrok.
Zabawne. Bo ja akurat rozumiałam ten stan dużo lepiej, niż ktokolwiek z napotkanych przeze mnie ludzi.
- Rozumiem. - zniżyłam głos do szeptu. - Nawet nie wiesz, jak dobrze.


<Koss?>

wtorek, 6 maja 2014

OD Kossa CD Lilianne

Kobieta zniknęła w dość nietypowy sposób, razem z moim kuzynem. Wiedziałem, że Carl znajdzie jakiś sposób, by przedostać się ponownie na teren szkoły. Myślałem o bliskiej mi osobie i znów poczułem bolesne ukłucie w okolicy serca...
- W porządku? - usłyszałem czyjś nieśmiały głos. 
Tuż przy mnie stała Lilianne, zupełnie o niej zapomniałem. To pewnie ona sprowadziła nauczycielkę.
- Dzięki tobie nie pozabijaliśmy się wzajemnie. - powiedziałem cicho przez zaciśnięte zęby. 
Zacisnąłem pięści i nadal obserwowałem ciemny punkt na niebie.
- Nie martw się, nie wróci tu. Przynajmniej nie prędko. - powiedziała, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak. - oderwałem wzrok od błękitu i zwróciłem się do dziewczyny - Lepiej chodźmy stąd. Jak wróci dyrektorka, będzie zadawała pytania. 
Oboje pospiesznie skierowaliśmy kroki w kierunku budynku szkoły. Już w środku, zdałem sobie sprawę, że bezmyślnie podążam za Lilianne. Mój umysł stanowił w tej chwili czarną dziurę. Wszystkie myśli i wspomnienia zamknąłem w głowie za drzwiami z napisem "nie otwierać". Wiedziałem, że przyjdzie czas, kiedy ból po stracie i poczucie samotności odnajdą mnie.... Jeszcze nie teraz, ale wkrótce. Obecnie szedłem pustym korytarzem z milczącą dziewczyną u boku. Byłem jej za to wdzięczny... Lilianne cichutko jęknęła. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że mocno ściskam jej dłoń.
- Przepraszam... - szepnąłem, jednak nadal trzymałem jej rękę, jakby była jedyną kotwicą łączącą mnie z rzeczywistością... - Zostań ze mną... - powiedziałem cicho - Jeszcze przez chwilę...


<Lilianne?>

Od Mami, CD Raina

Nie chciałam się narażać... Ale jeden raz nikt się nie zorientuje....Zawsze można wymyślać jakąś wymówkę.
- Zobaczę co da się zrobić... - puściłam do niego oko. Na szczęście siedzieliśmy blisko wyjścia.
Może jakby schylić się i na palcach przejść w stronę drzwi? Albo jakkolwiek wtopić się w tłum?
Schyliłam się tak,  jakbym kucała. Jednak nie aż tak, musiałam pogodzić się z faktem że mam na sobie spódnicę... Może tak, by wyglądało to jakbym siedziała w powietrzu. Potrząsnęłam w stronę Raina porozumiewawczo, by mi wtórował. Posłusznie wykonał polecenie. O dziwo nikt nas nie zauważył. Na korytarzu było pusto i cicho...
- A ta szkoła ma monitoring? - zapytałam gdy zdałam sobie sprawę, że jak w każdej szkole mogą być tu kamery.
- Wątpię. Ta szkoła ledwo zaczęła swoją działalność. - puścił do mnie oko. - To gdzie pójdziemy?
- Obojętnie, ty może wymyśl. - szepnęłam, lecz i tak było mnie dobrze słychać. Korytarz był pusty. Mam nadzieję.
- Może chodźmy na świeże powietrze, tu śmierdzi farbą... - powachlował się dłonią. Pobiegliśmy na zewnątrz. Powietrze było rzeczywiście świeże. Na szczęście przy słupku nadal stał mój rower. Może powinnam przygarnąć do siebie jakiegoś zwierzaka....


< Rain, a jak przechadzka  ;)  >

poniedziałek, 5 maja 2014

OD Lilianne CD Koss

Udałam ucieczkę , ale jedynie w celu uśpienia czujności przeciwnika Kossa. Co prawda bardzo się bałam, lecz zdołałam zachować zimną krew. Bezceremonialnie pchnęłam wejście prowadzące do budynku, po czym za pomocą umysłu odnalazłam najbliższego nauczyciela. Jako że moje umiejętności w tym zakresie nie są wyszlifowane i pozwalają mi tylko na lokalizację postaci oraz ogólną analizę jej intencji, nie wiedziałam o nim nic ponadto. Zaraz potem z niezwykłą skrupulatnością przedstawiłam mu niedawną scenę, a także posłałam w jego stronę niewyraźną prośbę o pomoc i czekałam, pełna wątpliwości. Wkrótce zza rogu wyłoniła się sylwetka... dyrektorki, tej samej, która nakazała nam powrót do pokoi. Nie było jednak czasu na zbędne wyjaśnienia. Ku mej uldze, zrozumiała. Bez słowa wspólnie dobiegłyśmy na dziedziniec, gdzie ujrzałyśmy chłopaków tarzających się po ziemi.
- Macie natychmiast skończyć! - rozkazała donośnym głosem. Jej zdecydowanie oraz nieustraszenie spowodowało, że urosła w moich oczach. Kobiecie nie udało się jednak przyciągnąć uwagi chłopaków. Wówczas, zanim zdążyłam ją powstrzymać, wyminęła mnie i rozdzieliła walczących jednym ruchem dłoni, z której wytrysnął strumień błękitnych płomieni, odrzucających ich w przeciwną stronę.
- Co się tutaj stało? - zapytała stanowczo, gdy było już po wszystkim.
Wtedy Koss odwrócił twarz. Oblicze chłopaka uległo diametralnym zmianom. Z jego oczu pełnych straszliwej żądzy zemsty i zarazem przejmującego, dogłębnego smutku, ściekały dwie pozbawione towarzystwa łzy. Drugi mężczyzna natomiast bez oznak najmniejszego zmęczenia wstał i wyszeptał głosem nasyconym tryumfem, pewnością siebie oraz arogancją:
- Nic, co dane jest ci wiedzieć, naiwna kobieto.
Nim ktokolwiek z nas sformułował odpowiedź, otoczyła go plątanina posępnego wiatru, po czym wystrzeliła w górę, zabierając go ze sobą.

OD Raina CD Mami

W oddali dostrzegłem Mami, właśnie przypinała rower do słupka. Odwróciła się w moją stronę i pomachała energicznie ręką. Odruchowo wygładziłem brązową marynarkę i poprawiłem czarną koszulkę. Granatowe jeansy również w porządku. Zadowolony z siebie ruszyłem w stronę dziewczyny. Zdawałem sobie sprawę, że obecny ubiór nie bardzo pasował do rudych włosów, ale to już nie moje zmartwienie. Uśmiechnięty od ucha do ucha przywitałem się uroczym demonkiem.
- Ślicznie wyglądasz Mami. - złapałem jej dłoń i zakręciłem kilkakrotnie - Z każdej strony.
Dziewczyna zarumieniła się natychmiast od czubka głowy po same palce stóp. Tak przynajmniej zgadywałem. 
- Lepiej już chodźmy. - rzuciła gdzieś w przestrzeń i ze spuszczoną głową ruszyła w stronę wejścia do szkoły. 
W głównym korytarzu nie było tłumu. Trudno się dziwić, szkołę otwarto stosunkowo niedawno. Szybko odnaleźliśmy główną salę, w której odbywał się apel rozpoczynający rok szkolny. Zajęliśmy wolne miejsca w tylnym rzędzie pod oknami. Miałem stąd świetny widok na podwyższenie i Mami. Kiedy już wszyscy znaleźli swoje miejsca, do mikrofonu podeszła dyrektorka, szczupła kobieta ubrana w elegancką garsonkę.
- Witam wszystkich serdecznie. Jestem Erika, dyrektorka i założycielka Akademii....
Westchnąłem cicho i straciłem wątek. Skupiłem za to uwagę na grubym warkoczu mojej sąsiadki. Uśmiechnąłem się łobuzersko. Dziewczyna wydawała się pochłaniać całą sobą każde słowo wypowiedziane przez kobietę na podwyższeniu. Do czasu, kiedy lekko pociągnąłem ją za wspaniały warkocz. 
- Zostaw! - syknęła, wyrywając włosy z moich rąk.
Nachyliłem się w stronę Mami, zatrzymując twarz zaledwie kilka centymetrów od jej ucha.
- Może wymkniemy się cichaczem z sali? Nie mam zamiaru wysłuchiwać tych wszystkich banałów - szepnąłem znudzony.
Dziewczyna zareagowała natychmiast.

sobota, 3 maja 2014

Od Mami, CD Raina

Zarumieniłam się lekko. To co się stało było urocze.
- Przestań, bo się zarumienię... - spojrzałam na niego czerwona jak burak.  Przebrałam buty.
- Może już chodźmy... - na te słowa pokiwałam głową. Do ceremonii było coraz mniej czasu. Musiałam się przebrać w jakiś przyzwoity strój na apel. Przez cały czas przyglądał mi się z zainteresowaniem. Rozmowa niezbyt się kleiła, ale przy moim domu zaczęła. Jednak musieliśmy się rozejść do swoich domów by przygotować się do szkoły.
- Do zobaczenia w szkole! - pomachał mi i zniknął za rogiem.
Weszłam do domu. Od razu rzuciłam się do szafy. Otworzyłam ją na oścież. Ledwo co nie zabiłam się biegnąc. Ostatnio nie sprzątałam, byłam zajęta. Ciągle. Na okrągło szukałam jakiejś szkoły. Po (według mnie długim) przekładaniu ubrań znalazłam. Kwiecista spódnica, niebieska koszula bez rękawów oraz dżinsowa kurtka, to to, co mi teraz odpowiadało najbardziej. Do tego czarne rajstopy spisałyby się idealnie. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Przebrałam się w nie. Przed lustrem koka zamieniłam w luźnego warkocza. Tamten kok był prawie rozwalony. Hmm, może przefarbuję włosy... Podkręciłam rzęsy maskarą i nałożyłam róż. Usta pomalowałam błyszczykiem. Tyle makijażu starczy. Rozejrzałam się po mieszkaniu w poszukiwaniu torebki. Dzisiaj był tylko apel, nic więcej. Wzięłam granatową. Spakowałam do niej niezbędne rzeczy : telefon, słuchawki, chusteczki do nosa i mojego ulubionego batona z sezamem. Zarzuciłam na szyję gruby beżowy szal. Do koszyka w rowerze dałam łańcuch, za pomocą którego blokuję rower i zabezpieczam przed kradzieżą. Torebka również znalazłam się w koszyku. Pięć minut później byłam już na miejscu. Właśnie parkowałam rower, gdy zauważyłam Raina. Pomachałam mu z uśmiechem.

<Rain, co powiesz?>

piątek, 2 maja 2014

OD Raina CD Mami

Wkroczyła na lód. Najpierw nieśmiało, robiła małe kółka, beczki i jeszcze kilka prostych ćwiczeń na rozgrzewkę. Co chwilę rzucała przez ramię niepewne spojrzenia. Po kilkunastu minutach wyraźnie się rozluźniła. Stanęła na środku lodowiska, przymknęła oczy, rozłożyła szeroko ramiona. Kolejne pół godziny mogłem podziwiać coś wspaniałego. Zapomniała o całym świecie, prezentując wspaniałą grację i wykonując wiele skomplikowanych figur. Na koniec ponownie zatrzymała się na środku lodowiska i ukłoniła lekko. Głośnymi oklaskami przypomniałem jej o sobie i całym świecie. Zawstydzona spuściła głowę i podjechała do bandy, za którą stałem.
- To było niesamowite! - uśmiechnąłem się szeroko.
- Poruszam się jak słoń. - powiedziała cicho i zarumieniła się lekko. 
- Na prawdę uważam, że to było fantastyczne. - otworzyłem bramkę i pomogłem dziewczynie zejść z lodu.
Przechodząc nad progiem, potknęła się o jedną z łyżew i wylądowała w moich ramionach. Spojrzała na mnie przerażona. Ostrożnie posadziłem ją na ławkę i z szerokim uśmiechem wręczyłem niewielki bukiecik ognistych kwatów. 
- Drobiazg dla wyjątkowo utalentowanej osóbki. - mrugnąłem porozumiewawczo.

OD Kossa CD Lilianne

Zacisnąłem mocno pięści.
- Co tu robisz?! - rzuciłem ostro.
Dziewczyna obserwowała nas lekko przestraszona. 
- Lilianne, widzę, że zmarzłaś. Wróć do szkoły zaraz cię dogonię. - powiedziałem łagodnie, nie spuszczając z oka osobnika w płaszczu.
- Widzę, że masz nową koleżankę. Zawsze lubiłeś nieśmiałe dziewczynki. - uśmiechnął się złośliwie i ściągnął kaptur - Nie przedstawisz mnie?
- Będę czekać w bibliotece. - szepnęła cicho i pobiegła w stronę szkoły z książkami przyciśniętymi do piersi.
- Jaka szkoda, że nie usłyszy dobrej nowiny... - młody mężczyzna pokręcił głową z udawanym żalem.
- Powiedz czego tu szukasz i wynoś się! - zrobiłem krok w jego stronę.
- Chciałem osobiście przekazać ci wiadomość, że nasza droga babcia na skutek nieszczęśliwego wypadku, przeniosła się na tamten świat...
- Co?! - szepnąłem.
Poczułem jak włoski na karku stają mi dęba, a łzy same cisną  się do oczy.
- Kłamiesz!
-  Troszeczkę jej pomogłem, ale...
Przerwał nagle, gdy rzuciłem się na niego z pięściami. W oddali usłyszałem jakieś krzyki, ale w tej chwili liczył się tylko on, Carl - mój kuzyn...

wtorek, 29 kwietnia 2014

Od Mami, CD Raina

- No dobrze, tylko jest jeden problem. - powiedziałam dusząc śmiech.
- Jaki? - spojrzał na mnie z zainteresowaniem.
- Dawno nie jeździłam i zapomniałam, gdzie je dałam... - parsknęłam.
 - No to poszukajmy! - rozdzieliliśmy się po domu. Doszłam do swojej sypialni. Szłam patrząc w sufit. Nagle potknęłam się o jakiś przedmiot i upadłam. Słychać było mój ucięty krzyk i mój upadek. Rain szybko przybiegł. Mój widok - śmiech gwarantowany. Rzeczywiście parsknął cicho i pomógł mi wstać. Przedmiot okazał się łyżwami.
- Znalazła się zguba... - mruknął i podniósł je.
- To chodźmy. - uśmiechnęłam się i opuściliśmy dom.
Zamknęłam drzwi na klucz i schowałam go do kieszeni. Rower też został w domu. Rozmawiając, doszliśmy do szkoły. Chłopak zaprowadził mnie do sali. Rzeczywiście - można było tam jeździć, znajdowało się tam lodowisko. Szybko włożyłam łyżwy i wkroczyłam na lód.

<Rain, mam króciutkie, dokończ>

OD Lilianne CD Koss

- Może... najpierw pójdę się przebrać... - mruknęłam w końcu niepewnie. Perspektywa wyjścia na dziedziniec szkoły w piżamie i wełnianej bluzie nie brzmiała zbyt ciekawie.
- Daj spokój. Nikogo nie ma tam o tej porze. - odparł.
- Ale tam raczej też nie wolno nam być.
- W drodze do twojego pokoju mogłabyś natknąć się na kolejnego nauczyciela, który nie byłby już tak łaskawy. Wątpię, że któryś z nich jest na zewnątrz. - sprostował.
- A co, jeśli jednak któregoś zobaczymy?
- Powiemy, że jesteśmy w drodze do pokoi.
- Przez podwórko...? - spytałam z powątpiewaniem.
- Każdy może się zgubić... - puścił do mnie oko.
Jego argumenty były naprawdę mocne. Westchnęłam i doszłam do wniosku, że dalsza dyskusja nie ma sensu.
- To chodźmy. - zgodziłam się cicho.
Przez parę minut szliśmy w milczeniu, co jakiś czas tylko zerkałam na Kossa kątem oka, gdyż nie wyzbyłam się swoich niedawnych wątpliwości. Chyba jednak wszystko było z nim dobrze. Wkrótce doszliśmy do oszklonych drzwi i wyszliśmy na podwórze. Odczuwałam zimno, dlatego naciągnęłam bardziej koszulkę, ale nie powiedziałam o tym chłopakowi. Nagle zza drzewa wyłoniła się wysoka postać odziana w długi, ciemny płaszcz. Nie dostrzegłam jej twarzy z powodu obszernego kaptura. Niezależnie od tego, kim była, nie wyglądała na przychylnie nastawioną. Pytająco spojrzałam na chłopaka.

OD Kossa CD Lilianne

- Zostaw to mnie. - szepnąłem dziewczynie i zrobiłem krok w stronę nauczycielki - Witam panią, pani Dyrektor. - ukłoniłem się lekko
- Nie powinno was tu być o tej porze. - powiedziała surowo, krzywiąc się lekko - Zwłaszcza ciebie, panie Sydow.
- Rozumiem, że może to wyglądać niebagatelnie. Postanowiłem skorzystać z okazji i zwiedzić szkołę, o której tyle opowiadała mi babcia. 
- Tak, Matylda była tutaj, nim pozostawiła cię pod naszą opieką, - mina kobiety nieco złagodniała - ale...
- Kazała przekazać pani wyrazy uznania i mały prezent, by okazać swą wdzięczność.
- Sydow, czy przypadkiem nie próbujesz...
- Chciałbym dostarczyć pani książkę od babci. Białego Kruka, którego podobno szukała pani do swojej imponującej kolekcji...
- Dość tego! wracajcie natychmiast do swoich pokoi i nie chcę was tu widzieć do godziny siódmej! - powiedziała z naciskiem. 
Kiedy nas mijała, dostrzegłem delikatny uśmiech na jej twarzy. Oboje z Lilianne odetchnęliśmy z ulgą.
- Poszła sobie. Twoja babcia zna dyrektorkę? - dziewczyna przyjrzała mi się podejżliwie.
- Ach, to nudna historia. - machnąłem niedbale ręką - Skoro mamy nie pokazywać się w szkole, może pozwiedzamy teren Akademii na świeżym powietrzu? - mrugnąłem zachęcająco.
Lilianne rzuciła szybkie spojrzenie na ubranie i skrzywiła się lekko. Nie wyglądała na szczególnie zachęconą...

OD Raina CD Mami

- Tak... Podstawy już opanowałam. - powiedziała niepewnie, jakby nie do końca przekonana czy może mi zaufać.
- Moja matka jest sukkubem. - rzuciłem bez zastanowienia, obserwując parę nad kubkiem.
- To za mało, żeby dostać się do Akademii. - drążyła dalej temat.
- Masz rację. To za mało. - uśmiechnąłem się szeroko i wyciągnąłem przed siebie otwartą dłoń.
Nad ręką pojawił się niewielki płomień. Bawiłem się nim przez chwilę, by na koniec uformować miniaturową postać dziewczyny wykonującej kilka figur baletowych. Mami obserwowała moje popisy ze smutnym wyrazem twarzy. Zacisnąłem pięść i płomień zgasł.
- Co się stało? Myślałem, że cię tym rozbawię...
- Ja... uprawiałam kiedyś łyżwiarstwo figurowe... - powiedziała z żalem - To było tak dawno temu. - westchnęła.
- Nie chciałem cię zasmucić.
- To tylko wspomnienia. - uśmiechnęła się delikatnie.
- Patrząc na ciebie, pomyślałem, że masz figurę baletnicy.
- To nie to samo. - zarumieniła się lekko.
- Zdaje się, że w Akademii jest mała sala. - podrapałem w zamyśleniu czubek głowy - Nikt jej nie używa. Może, gdybyśmy pogadali z dyrektorką....
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł. - powiedziała pospiesznie.
- Zawsze możemy spróbować. - puściłem do niej oko - To jak, sprawdzimy salę? Już przestało padać. 
Wyjrzałem przez okno. Niebo zdążyło się już rozpogodzić.

Od Lilianne CD Koss

Nie wiedziałam, gdzie teraz pójdę. Nagle usłyszałam stąpające za mną kroki. Szybko wykalkulowałam, że niewątpliwie należą one do Kossa, ponieważ poza tamtą klasą w najbliższym otoczeniu nie było żadnych drzwi, z których mógłby wyjść ktoś inny, a korytarz jest długi i nikt nie zdołałby przebyć go w tak krótkim czasie. Czułam nieodpartą chęć zapytania, dlaczego za mną idzie, a potem oglądania jego zdziwionej miny, ale uznałam, że lepiej będzie, jeśli to on odezwie się pierwszy. Ludzie bywają dziwni. Wkrótce chłopak dorównał mi kroku.
- Pójdę z tobą tylko, bo akurat idę w tę samą stronę. - powiedział tym swoim aroganckim tonem - A ty, gdzie właściwie idziesz? - zagadnął.
- Gdzieś, gdzie będzie w miarę spokojnie... A potem wracam.
- Nie powinnaś przypadkiem pójść na lekcje?
- W piżamie, tak? - odpowiedziałam zażenowana. 
Teraz pożałowałam, że nie poświęciłam czasu na założenie czegoś normalnego. Uśmiechnął się do mnie i już otwierał usta w celu sformułowaniu odpowiedzi, ale zanim wymówił pierwszą głoskę, przed nami stanęła sylwetka jednej ze znanych mi tylko z widzenia nauczycielek. Zdziwiłam się. Wcześniej nie słyszałam kroków, ani też w tym miejscu korytarz nie skręcał. Czyżby znała sztukę teleportacji?
- Co wy robicie tutaj o tej porze? - zapytała oschle, mierząc mój strój z lekka zaskoczonym wzrokiem.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Od Mami, CD Raina

  Szybko zrobiłam herbatę. Wyciągnęłam dwa kubki i włożyłam do nich dwie torebki. Zalałam wrzątkiem i przyniosłam. Chłopak z zainteresowaniem przeglądał jakich przedmiot. Dopiero teraz zorientowałam się, dlaczego miałam tak pusto w rękach. Miał moją książkę! Nie wszyscy mogli ją przeglądać, nie nadawała się dla zwykłych śmiertelników. Dowie się wtedy o mojej tożsamości. Położyłam kubki na stole i wyrwałam mu księgę z rąk. Na początku nie odpuścił. W końcu udało mi się ją odzyskać. Przytulałam ją do piersi, by jej nie wziął.
- Co takiego jest w tej książce, że nie mogę jej przeczytać? - zapytał rozczarowany.
- Coś nie dla ciebie. - powiedziałam oschle spuszczając wzrok.
- Jesteś sukkubem? - spytał ujawniając uśmiech. Serdeczny uśmiech.
- Można tak powiedzieć... W końcu nie bez przyczyny znalazłam się na tej wyspie. - podniosłam wzrok. Może mogę mu zaufać, skoro też znajduje się na tej wyspie, a nie wszyscy wiedzą o jej istnieniu, i nie wszystkim dane jest tam dotrzeć i zamieszkać.
- Uczysz się magii? - objął kubek dłońmi jakby było mu zimno.

<Rain, to tak krótko. Dokończ ;)>

OD Kossa CD Lilianne

Założyłem ręce na piersi i zmarszczyłem brwi. Dziewczyna poczuła się jeszcze mniej pewnie.
- Wolę wiedzieć z kim mam do czynienia. - powiedziałem chłodno - Jeśli udało ci się stworzyć dość silną barierę, bym nie wtargnął do środka... Musisz być niezłym telepatą. - uśmiechnąłem się lekko.
Tak na prawdę zrobiła na mnie spore wrażenie, ale za nic w świecie nie przyznałbym się do tego otwarcie.
- Nie życzę sobie, abyś bezkarnie próbował grzebać w mojej głowie! - przybrała zagniewany wyraz twarzy, co w połączeniu z wełnianą bluzą sprawiało komiczny widok. 
- Więcej tego nie zrobię. Masz moje słowo. - uniosłem obie dłonie w obronnym geście.
- Mam taką nadzieję! - zdmuchnęła zabłąkany kosmyk z oczu - Teraz, jeśli pozwolisz, wolałabym zostać sama. - powiedziała nieco łagodniej.
Z trudem powstrzymałem parsknięcie. Dostrzegła jednak wesołe ogniki w moich oczach i uśmiechnęła się delikatnie. Wyczuwałem w niej pokrewną duszę. Kogoś przed kim mógłbym zrzucić sztuczną maskę... To było zbyt kuszące... Patrzyliśmy  na siebie w milczeniu. Nagle coś pękło i cały czar prysł...
- Muszę już iść. - powiedziała zawstydzona i spuściła głowę.
Odwróciła się na pięcie i pobiegła pustym korytarzem, pozostawiając mnie samego w ciszy i samotności. Tak samo jak w tej chwili, czułem się dawniej we własnym domu... Zacisnąłem pięści
- Nigdy więcej sam! - szepnąłem i pobiegłem za dziewczyną.

Od Lilianne CD Kossa

Spojrzałam na niego nieufnie. Próbował wtargnąć do moich myśli, na szczęście błyskawicznie zareagowałam. Najwyraźniej sądził, że taka osoba jak ja nie ma silnej woli. Jak wszyscy.
- Absolutnie nic. - odpowiedział oziębłym tonem.
- Nie byłabym tego taka pewna. - odparłam ostrożnie.
Nie podobała mi się jego postawa. Czy jakimś sposobem do Akademii mogliby przeniknąć wrogowie...? Rzuciłam zaniepokojone spojrzenie na korytarz, ale ku mojej uldze, nie dostrzegłam niczego niezwykłego. Przynajmniej do tej pory. Tak czy inaczej, postanowiłam uważać.
- Dlaczego plątasz się po szkole o tej porze? - zapytał.
- Wcześnie dzisiaj wstałam i... myślałam, że nikogo tutaj nie spotkam... - powoli dobierałam słowa.
- Powinnaś to przewidzieć.
- Dlaczego? - ton mojego głosu robił się coraz bardziej niepewny.
- Nie patrz tak na mnie - oznajmił z lekkim rozbawieniem - Nic ci nie zrobię, jeśli mnie nie sprowokujesz.
- W takim razie, czemu wtargnąłeś do moich myśli?

niedziela, 27 kwietnia 2014

OD Kossa CD Lilianne

Zamierzałem wyjść z klasy, jednak ktoś z drugiej strony okazał się szybszy. Drzwi otworzyły się nagle, a drobna osóbka wpadła na mnie z cichym okrzykiem. Złapałem dziewczynę za ramię. Jej książki upadły na podłogę z głuchym trzaskiem. Echo hałasu rozniosło się daleko po pustych korytarzach.
- Powinnaś bardziej uważać. - rzuciłem szorstko.
- Przepraszam. - wymamrotała, pochylając się nad rozrzuconymi książkami.
Korzystając z okazji, przyjrzałem się uważniej dziewczynie. Miała na sobie długą bluzę narzuconą na coś...  Piżamę? Lekko potargane, czarne włosy opadały na bladą twarz o wielkich oczach. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Kucnąłem przy dziewczynie i pomogłem pozbierać skarby.
- Jak masz na imię? - spojrzała na mnie jak spłoszone zwierzątko i nerwowym ruchem założyła kosmyk włosów za ucho.
- Lilianne.
- Jestem Koss. Miło mi cię poznać. - podałem jej dwie książki, które zdążyłem podnieść - To chyba twoje.
- Dziękuję. 
Odruchowo zajrzałem w jej myśli i... Tu napotkałem niespodziankę w postaci mocnej bariery... Podniosła głowę.
- Co robisz?! - zapytała oskarżycielskim tonem.
Nie tego spodziewałem się po drobnej, zagubionej osóbce. Teraz widziałem ją w zupełnie innym świetle.

OD Raina CD Mami

- Nie wiem, czy powinienem. Jesteś niezwykle ufna. W przyszłości możesz mieć z tego powodu wiele niemiłych problemów. Z drugiej strony na wyspie nie ma jeszcze wielu mieszkańców. - zastanawiałem się głośno.
- Uratowałeś mi życie. Myślę, że to wyjątkowa sytuacja. - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Właściwie mieszkam kawałek drogi stąd, a deszcz pada coraz mocniej...
Dziewczyna widocznie miała dość moich wywodów. Odwróciła się plecami i wolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
- Idziesz? - rzuciła przez ramię.
Uśmiechnąłem się szeroko i podążyłem za nią. W środku zdjęliśmy buty, następnie dziewczyna poprowadziła mnie do dużego pokoju. W słoneczny dzień przez duże okno z pewnością wpadało sporo ciepłych promieni.
- Usiądź, zrobię coś gorącego do picia.
Zniknęła w sąsiednim pomieszczeniu. Nagle zdałem sobie sprawę, że nadal trzymam książkę Mami. Otworzyłem ją ostrożnie i zacząłem przeglądać mokre kartki. Z kuchni wciąż dochodziły dźwięki kubków, czajnika elektrycznego i otwieranych szafek.

Od Mami, CD Raina

- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami. Chciałam jeszcze pospacerować i poczytać, ale chłód oraz głód dawały się we znaki. No tak, brak śniadania to jednak zły pomysł. Do domu miałam trochę daleko.
- Chodź, odprowadzę cię. - wziął ode mnie książkę i położył do koszyka.
- Gdzie mieszkasz? - zapytał. Powinien nie pytać o książkę. Niezbyt wiedziałam kim jest. Nie wiem czy powinnam mu ufać. Jednak podałam mu adres i numer telefonu. Spacer był dla mnie miły. Rozmawialiśmy o różnych gustach i wymienialiśmy swoje poglądy. Co chwilę miały miejsce wybuchy śmiechu. Nim zauważyłam, byliśmy już koło mojego domu. Zaczął padać deszcz. A ledwo byłam sucha... Schroniłam się pod swetrem.
- Może pójdziemy do mnie? - spojrzałam ze słodkim wyrazem twarzy.

<Rain? To jak z deszczem?>

sobota, 26 kwietnia 2014

Koss von Sydow















Imię: Koss
Nazwisko: von Sydow
Wiek: 18 lat
Rasa: człowiek
Stopień zagrożenia: niski
Klasa: biała
Płeć: mężczyzna
Charakter: jest bardzo inteligentny, często wydaje się być oziębły i wyniosły, arogancki dla obcych, zamknięty w sobie samotnik, nie ma przyjaciół, jest świetnym aktorem i doskonale potrafi manipulować innymi. Cała jego zewnętrzna postawa to tylko pozory, maska chroniąca wrażliwą duszę.
Wygląd: wysoki (189 cm), szczupły, krótkie blond włosy, jasnozielone oczy. Lubi ubierać białe koszule i jeansy.
Historia: Wychował się w bogatej, szwedzkiej rodzinie. Rodzice często wyjeżdżali w podróż lub na przyjęcia, nie specjalnie przejmując się synem. O jego dobre wychowanie i edukację zadbała babcia. Tylko przy niej mógł zrzucić oziębłą maskę i stać się prawdziwym sobą. Jako pierwsza dowiedziała się o niezwykłych umiejętnościach wnuka. Postanowiła chronić Kossa przed pozostałą rodziną i pomóc mu w opanowaniu niebezpiecznych zdolności. Dzięki znajomości babci z dyrektorką Akademii na wyspie Płomień Nadziei, chłopak znalazł bezpieczne schronienie i dobrych nauczycieli.
Hobby: czytanie książek, samotne spacery, podsłuchiwanie cudzych myśli.
Partner: brak
Umiejętności: telepatia, wizje, telekineza, panuje nad żywiołem wody.
Steruje: greenmir

OD Raina CD Mami

Oboje zapatrzyliśmy się w dal, podziwiając morze i wsłuchując się w okrzyki mew. Nagle dziewczyna westchnęła cicho i z głośnym pluskiem wpadła do wody. Bez zastanowienia skoczyłem za nią. Dostrzegłem pod wodą burzę różowych włosów i drobną sylwetkę Mami ściskającą kurczowo książkę. Ręką złapałem ją w talii i przyciągnąłem do siebie. Sprawnie wypłynęliśmy na powierzchnie, gdzie Mami zaczerpnęła wielki haust upragnionego powietrza. Pomogłem jej wydostać się na molo. Upadła na deski, krztusząc się wodą. Swój skarb w twardej okładce nadal ściskała kurczowo w rękach. Ściągnąłem mokrą bluzę z dresu i wykręciłem wodę poza molo. Po chwili i Mami doszła do siebie. Z wielką troską oglądała starą książkę. Nachyliłem się nad ramieniem dziewczyny.
- Nie wygląda na zniszczoną. W domu podsusz ją delikatnie suszarką i powinno być w porządku.
Spojrzała na mnie i odsunęła się jak oparzona.
- Ty... Powinieneś ubrać bluzę... - wyszeptała, patrząc gdzieś w bok.
Przez kilka sekund wpatrywałem się w nią, nic nie rozumiejąc. W końcu parsknąłem głośnym śmiechem i założyłem mokre ubranie.
- To nie jest śmieszne... - zarumieniła się.
- Jasne... - z trudem opanowałem się - Dlaczego wpadłaś do wody? - zmieniłem temat.
- Książka... wyśliznęła mi się z rąk... - powiedziała nieśmiało.
- Rozumiem. Nie umiesz pływać? Jak zrobi się cieplej, mogę cię nauczyć. - puściłem do niej oko - Tymczasem wracajmy, bo przeziębisz się.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Od Lilianne

Zwlokłam się z łóżka bardzo wcześnie, mimo że nie spałam zbyt długo dręczona koszmarami, które ostatnio miewałam znacznie częściej, niż zwykle. Zamiast swojego codziennego stroju narzuciłam wełnianą bluzę na piżamę stanowiącą przydługą koszulkę i wciągnęłam wysokie buty, nawet nie czesząc potarganych włosów; nie spodziewałam się spotkać kogokolwiek o tej porze. Sięgnęłam po kilka sporych ksiąg o pożółkłych ze starości kartach oprawionych w ciemną skórę i przekroczyłam próg swojego zagraconego pokoju, zapominając o zamknięciu pomieszczenia. Przez jakiś nieokreślony czas przemierzałam kolejne korytarze w poszukiwaniu pustej klasy, w której nic nie zmąci tak uwielbianej przeze mnie ciszy. Niestety, ani jedna nie była otwarta. Po kilkunastu minutach ze zrezygnowaniem nacisnęłam którąś z kolei klamkę. Ku mojemu zadowoleniu, pod niewielkim obciążeniem ustąpiła. Tuż za drzwiami stał jakiś człowiek (albo i nie). zamierzający opuścić salę. Szczęśliwym trafem zdołałam utrzymać równowagę i nie upadłam, gdy niespodziewanie się z nim zderzyłam, ale książki wypadły mi z rąk.

< Ktoś dokończy? c: >

Arisa Fukuzawa

Imię: Arisa 
Nazwisko: Fukuzawa
Wiek: 16
Rasa: sukkub,
Stopień zagrożenia: Wysoki
Klasa: czarna 
Płeć: Kobieta
Charakter: Jej charakter zależy od humoru.Zazwyczaj jest spokojna i towarzyska.Lecz kiedy ma zły humor szybko się denerwuje i potrafi być bardzo niemiła. Arisa ma duże poczucie humoru.
Wygląd: Niska dziewczyna o blond włosach i trochę krągłych kształtach.
Historia: Uciekła z domu kiedy odkryła swoje moce. Bała się że rodzina odwróci się od niej nie chciała też trzymać tego w sekrecie przed nimi. Nie pamięta nikogo z rodziny.
Hobby: Nawiedzanie w snach.
Partner: -
Umiejętności: Psychokineza, telepatia, przenikanie przez różne przedmioty,
Steruje: Kraszeps

środa, 23 kwietnia 2014

Lilianne Cathcart




Imię: Lilianne
Nazwisko: Cathcart
Wiek: 15
Rasa: Sukkub
Stopień zagrożenia: Wysoki
Klasa: Czarna
Płeć: Kobieta
Charakter: Jest cicha i małomówna. Boi się ludzi, choć próbuje być miła. Zapominalska i roztargniona. Inteligentna, przebiegła oraz sprytna - mogłaby z powodzeniem manipulować wieloma osobami, lecz nigdy tego nie robi.
Wygląd: Lilianne ma szczupłą, niską, ogólnie drobną sylwetkę i blady kolor skóry. Na jej twarzy widać duże, niebieskie, przejmujące swoim smutkiem oczy, a opadają na nią gęste, niezbyt długie włosy w kolorze grafitu oraz względnie prosta grzywka. Ubiera się w ciemne ubrania, które nie przykuwają uwagi i zasłaniają jej smukłą postać.
Historia: Nie pamięta swoich rodziców. Najpewniej opuścili ją z niewiadomego powodu. Do szóstego roku życia wychowywała ją babcia, jedyna znana jej krewna. Lilianne darzyła ją dużym uczuciem. W tym właśnie momencie babcia zmarła. Dziewczyna trafiła do sierocińca, bardzo przeżywając stratę. Zawsze była inna, niż pozostałe dzieci. Pewnego dnia do ośrodka przybyła jedna z nauczycielek akademii, kierowana mocą emanującą od dziewczyny...
Partner: Brak
Umiejętności: Możliwość przekazywania myśli dzięki obrazom.
Steruje: Lunałcia

Od Hany CD Karin

Hana odetchnęła swieżym powietrzem i tanecznym krokiem pokonała pierwsze metry dachu. Roześmiała się nagle i spojrzała na Karin:
- W sumie głupio było pytać o to, czy jest tu jakiś dach. Każdy budynek go ma, przecież nikt nie będzie mieszkał bez dachu, nie? - owinęła sobie końcówkę niebieskich włosów na palcu wskazującym. - Jak dowiedziałaś się o tym miejscu?
- O akademii dowiedziałam się przypadkiem - westchnęła. - Zaraz po tym jak uciekłam z domu.
- Mnie zmusiła do tego matka - wyburczała. - Nawet nie zapytała mnie o zdanie.
- Strasznie tu nudno - zauważyła dziewczyna i spojrzała na Hanę. - Zawsze jest tu tak spokojnie?
- Też mi się tu strasznie nudzi - poskarżyła się i machnęła ironicznie ręką. - Dopiero otworzono tę akademię. Na razie nic się tu nie dzieję, ale matka obiecała, że wkrótce zaczną odbywać się lekcje w terenie. Wspomniała też nawet coś o jeździe konnej. Mam nadzieję, że przybędzie tu więcej uczniów, by to miejsce mogło się rozkręcić, teraz nie ma co liczyć na odrobinę rozrywki - mruknęła.
<Karin?>

Felix Jordan

Imię: Felix
Nazwisko: Jordan
Wiek: 18 lat.
Rasa: Człowiek
Stopień zagrożenia: średni.
Klasa: Biała.
Płeć: Mężczyzna.
Charakter: Zawsze podchodzi do sprawy ze spokojem i opanowaniem, ale też często jest ironiczny lub wywyższa się. Mimo to jest sympatycznym i pomocnym chłopakiem. Jest bardzo inteligenty. Czasem zdarza mu się używać nieświadomie swoich mocy pod wpływem emocji. Nie cierpi oszustów i osób knąbrnych, mimo, że czasami sam zachowuje się podobnie. Nie lubi zaczynać rozmowy jako pierwszy, jednak mimo to jest bardzo towarzystkim chłopakiem. 
Wygląd: Wysoki i dobrze zbudowany facet. Wyróżniają go jego białe włosy oraz zielono-fioletowe oczy.
Historia: Wochowywała go matka. Nie miał świadomości, że posiada moce, ani też nie znał ojca. Jednak wraz z dorastaniem chciał dowiedzieć się czegoś o matce. Po kilkuletnim naleganiu matka uległa i wyznała mu, że jego ojciec jest demonem i nie może być z nimi. On oczywiście potraktował to jako głupi żart, trudno było mu uwierzyć. Uciekł z domu mając dośc swojego życia. Podczas długich podróży odkrył swoje moce, które wciąż doskonali. Przypadkiem dowiedział się o Akademii, postanowił rozwijać się właśnie tam.
Hobby: Parapsychologia.
Partner: -
Umiejętności: Psychokineza, Telekineza itp.
Steruje: Elless

wtorek, 22 kwietnia 2014

Od Mami, CD Raina

- Można tak powiedzieć. - na mojej twarzy pojawiły się ledwo widoczne rysy uśmiechu. Było trochę zimno, dobrze że wzięłam sweter. Szybko go założyłam.
- Przejdziesz się może? - zapytał.  W dresach wyglądał komicznie. Ledwo powstrzymałam śmiech.
Ale parsknęłam. Dobrze że cicho. Muszę przyznać że był naprawdę umięśniony.
- Wiesz, tam niedaleko jest molo! - ledwo mnie było słychać bo mewy wszystko zagłuszały. Lubię ptaki, ale nie to co spuszczają. Zrobiłam unik, a w promieniu dosłownie kilku centymetrów upadł ptasi pocisk, nie muszę chyba opisywać...
- No, no... Ty to masz szczęście. - chłopak był pełen podziwu.
- A takie tam... - machnęłam ręką. - O, już niedaleko.
Na horyzoncie wyraźniej było widać molo. Nie minęła chwila, a już znaleźliśmy się na nim. Usiedliśmy tuż nad wodą. Zdjęłam buty i zanurzyłam bose stopy do morza. Woda nie była aż tak zimna, choć nie było lata.

<Rain?>

OD Raina CD Mami

W oddali dostrzegłem jak dziewczyna schodzi z roweru i powoli zmierza w moim kierunku. Pomyślałem, że możemy spotkać się w połowie drogi, więc ruszyłem wolnym truchtem jej na spotkanie. Niestety, jakieś sto metrów przede mną zrezygnowała z poprzedniego planu i prędko wsiadła na rower. Może ją przestraszyłem? Minęła mnie pośpiesznie.
- Zaczekaj! - krzyknąłem za nią.
Zatrzymała się niechętnie i odwróciła nieznacznie głowę.
- Zapewniam, że nie gryzę, no może tylko trochę. - dodałem z szerokim uśmiechem - Jestem Rain, a ty?
Zawahała się. 
- Mami. - powiedziała cicho. 
- Jami? - zapytałem.
- Nie, Mami. - powiedziała zdecydowanie głośniej i tym razem odwzajemniła uśmiech.
- Miło mi cie poznać Mami. Rain do usług. - ukłoniłem się lekko, co w połączeniu z dresem musiało sprawiać komiczne wrażenie.
Dziewczyna parsknęła cicho i zeszła z roweru. Pierwsze lody przełamane i chyba na dodatek przestała się mnie bać.
- Znasz okolicę? - podszedłem nieco bliżej tak, by nie spłoszyć dziewczyny.

<Mami?>

Od Karin

Z własnej woli zapisałam się do tej akademii, ale po głębszym zastanowieniu, chyba wolałam zostać w moim rodzinnym domu. Lekko niechętnie przekraczałam korytarze szkoły. Nie było to miłe, ponieważ miałam wrażenie, że jestem sama w całym budynku. Gdy tylko stukałam butami, było słychać tylko je. Nie dosyć, że akademia była sporawa to trochę skomplikowana. Weszłam jedynymi drzwiami, a wychodziłam kolejnymi po drugiej stronie szkoły. Miałam już tego dość i zaczęłam przechodzić przez ściany. Było to najprostsze wyjście. Gdy zmęczyłam się tym całym spacerowaniem po pokojach i klasach, ponownie spokojnie szłam po korytarzu. Gdy wyszłam zza zakrętu zauważyłam inną żywą istotę.
Była to dziewczyna o niebieskich włosach. Podeszłam do niej bliżej, a ta ciężko wzdchnęła.
„Należy do tych, które nie chcą nic robić” – Pomyślałam. Zbliżyłam się. Uznałam, że miło by było gdybym się przedstawiła.
- Jak dobrze widzieć żywą duszę w tym budynku. – Uśmiechnęłam się. Dziewczyna odwzajemniła mój uśmiech całkiem naturalnie. – Jestem Karin, miło mi cię poznać...
- Hana, tak brzmi moje imię. Naprawdę dobrze, że są tu inne osoby, nie tylko ja.
- Ile bym dała za to, żeby móc się wyrwać stąd. Nie sądziłam, że jest tu tak nudno. – Zaśmiałam się.
- No to witaj w klubie. Tak szczerze, to nie chciałam tu być. – Hana powiedziała niechętnie.
- Może wiesz czy jest tu dach, wiesz taki by móc na nim trochę pochodzić. – Spytałam się z nadzieją.
- Raczej, Chyba, prawdopodobnie powinien być. – Zmieniła trochę swoją pozycję. – A co? Chcesz tam iść?
- To lepsze niż nic. Idziesz ze mną? – Niebieskowłosa zgodziła się. Obie poszłyśmy na poszukiwanie dachu na którym mogłybyśmy spokojnie pogadać. Wymienić się zdaniami. Szybko nam to poszło. Otworzyłyśmy drzwi prowadzące na dach i weszłyśmy na niego.
<Hana?>

Karin Darkness

Imię: Karin
 Nazwisko: Darkness
Wiek: 16 lat
Rasa: sukkub
 Stopień zagrożenia: Średni
Klasa: Czarna
Płeć:  Kobieta
Charakter: Karin ma dosyć specyficzny charakter. Powiedzenie „kobieta zmienną jest” idealnie do niej pasuje. Dziewczyna jest bardzo tajemniczą osobą, nigdy nie wiadomo kiedy mówi prawdę, a kiedy kłamie. Jest pewna siebie, ale nie egoistyczna. Jej charakter zależy od humoru. Bywa że potrafi być osobą o miłą i przyjazną, spokojną. Czasem potrafi się nieźle odgryźć, łatwo wyprowadza się nią z równowagi. Karin jest bardzo inteligentna oraz sprytna. Uwielbia słodycze
Wygląd: Karin jest niską osobą. Ma czarne włosy, jak węgiel. Wyróżniają ją różowe końcówki, które ma od urodzenia. Posiada rogi. Jej oczy są dosyć wyjątkowe.Na prawym oku ma czarną opaskę. Posiada czarne skrzydła, które ukrywa. Zazwyczaj ubiera się dziewczęco, ale lubi czasem założyć duże ciuchy. 
Historia: Karin jest piątą córką w rodzinie Darkness, ale jako druga potrafi używać swoich możliwości. Jej rodzeństwo nie lubiło jej, ponieważ ta była najmłodsza, a utalentowana i inteligentna. Gdy zaprzyjaźniła się z ludźmi, jej „miła” siostra wyjawiła przyjaciołom Karin, że jest demonem. Ci w obawie zaatakowali ją i zranili jej oko. Dzięki im zdobyła kolejną umiejętność. Od tamtej pory była ostrożna. Dużo się uczyła, mało rozmawiała z rodzicami i siostrami. W pewnymmomencie miała dość takiego życia i uciekła. Przypadkiem dowiedziała się o akademii i pojechała tam. 
Hobby: Freerun oraz Parkour, lubi śpiewać. 
Partner: -
Umiejętności:  Karin specjalizuje się w psychokinezie oraz lewitacji. Naucza się również pirokinezy, czasem gdy jest zła, przypadkiem zapala przypadkowe przedmioty. Może również przenikać przez przedmioty. Jest to jej ulubiona umiejętność. Dzięki jej zranionemu oku może przewidzieć dwa ruchu przeciwnika, jednak nie robi tego, ponieważ później cały dzień źle się czuje. Jeśli chodzi o normalne umiejętności to dziewczyna jest bardzo wysportowana, a to wszystko przez parkour.
Steruje : horselove

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Od Mami 03., CD Raina

Postanowiłam wybrać się na małą przejażdżkę rowerową. Włożyłam książkę do koszyka, który jest umocowany pod kierownicą. Zegar wskazywał wpół do szóstą. Wyspa powinna być o tej porze pusta... Tym razem pojadę na plażę. Słychać było skrzeczenie mew i wiatr. Morska bryza gładziła moją twarz. Niestety okazało się, że nie jestem sama... Jakiś mężczyzna właśnie wychodził z morza. Nim mnie zobaczył, szybko nałożył dres. Miał zamiar ulotnić się z tego miejsca. Zsiadłam z roweru i chciałam podejść do chłopaka. Nie mogłam przecież całe życie uciekać przed innymi. Bałam się trochę, w końcu to człowiek. Gdy byłam już w połowie drogi, zmieniłam zdanie. Szybko wsiadłam na pojazd z zamiarem ulotnienia się, jednak nieznajomy mi to utrudnił...

<Rain>

Od Hany 01.

Dziewczyna szła pustym korytarzem. Nadal nie mogła pogodzić się z tym, że znalazła się tu z inicjatywy matki. Szkoła dopiero została otowrzona, wiec świeci pustkami. Poza tym mogą do niej uczęszczać jedynie wyjątkowi uczniowie. Skoro są wyjątkowi, nie są również często spotykani. Hana najchętniej zaszyłaby się w swoim pokoju, ale wypędziła ją z niego matka, mówiąc, żeby rozejrzałą się po akademii - zawsze może przybłąkać się tu ktoś nowy. Akademia powstała na serio krótki okres czasu temu. W powietrzu ciągle unosił sie drażniący zapach farby, a drewniane panele były tak czyste, że bez problemu odbijało się od nich światło słoneczne. Przecież prawie jeszcze nikt po nich nie chodził. W głebi duszy dziewczyna miała nadzieję, że nikt nie przybędzie do akademii i matka będzie musiałą zamknąć szkołę i zapomnieć o swojej ukochaej wyspie, któa ucieknie w niepamięć. Nagle marzenia niebieskowłosej legły w gruzach. Usłyszała kroki. Wszystkie nauczycielki rozmawiały teraz w sekretariacie na temat planu lekcji, więc Hana od razu wykluczyła kogoś z grona pedagogicznego.

<Ktoś coś?>

OD Raina 02.

Świt zastał mnie na pustej plaży. Ubrany w dres, biegłem brzegiem morza. Wiał przyjemny wietrzyk, niosąc orzeźwiającą bryzę. Zatrzymałem się lekko zdyszany, czas na kilka ćwiczeń. Piętnaście minut później zdjąłem buty i dres, zanurzyłem się w chłodnej wodzie. Ciało trzeba stale hartować - tak mawiał dziadek.Westchnąłem cicho na wspomnienie bliskiej mi osoby. Szybko oczyściłem umysł ze zbędnych myśli i skupiłem się wyłącznie na pracy mięśni i słonej wodzie. Po przepłynięciu kilkunastu długości przeciętnego basenu zawróciłem w stronę brzegu. Czułem ból w ramionach i nogach, a także przyjemne zmęczenie. Nagle na plaży w oddali dostrzegłem czyjąś sylwetkę. Kto oprócz mnie nie śpi o tej porze? Wyszedłem na brzeg i na wilgotne ciało założyłem dres. Postać powoli zbliżała się się do miejsca, gdzie odpoczywałem.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rain Tulinen




















Imię: Rain
Nazwisko: Tulinen
Wiek: 19
Rasa: człowiek
Stopień zagrożenia: średni
Klasa: biała
Płeć: mężczyzna
Charakter: lubi ciszę i spokój, posiada duże poczucie humoru, ma ognisty charakter jak jego włosy, inteligentny, skryty, ostrożny w nawiązywaniu nowych znajomości.
Wygląd: wysoki (192 cm), szczupły (wysportowana sylwetka), rude włosy z białymi pasemkami, szarozielone oczy, kolczyk w lewym uchu.
Historia: pochodzi z rodziny łowców demonów z wielowiekową tradycją. Ojciec wycofał się z "fachu" po poznaniu przyszłej żony. Rain szkolił się pod czujnym okiem dziadka do czasu, gdy poznał mroczny sekret rodziców. Mianowicie matka chłopaka była demonem, a dokładniej sukkubem. Całe dotychczasowe życie Raina legło w gruzach. Załamany opuścił rodzinę i długo podróżował po świecie, szukając szczęścia. Przypadkiem odkrył wyspę Płomień Nadziei i postanowił zostać na jakiś czas.
Hobby: Jazda konna, sztuki walki
Partner: brak
Umiejętności: zwinny, szybki, wytrzymały, silny i honorowy. Opanował perfekcyjnie sztuki walki. Potrafi poruszać się bezszelestnie i tropić. Panuje nad żywiołem ognia, ma niewielki dar uzdrawiania.
Steruje: greenmir

sobota, 19 kwietnia 2014

Mami Hama

Imię: Mami
Nazwisko: Hama
Wiek: 16
Rasa: sukkub
Stopień zagrożenia: średni
Klasa: Czarna
Płeć: Kobieta
Charakter: Jest dość nieśmiała i wrażliwa. Zwykle boi się zagadać. Jednak kiedy chce może zmienić się w zabójczą bestię. Naiwna. Przywiązuje uwagę do małych rzeczy. Jak pozna kogoś bliżej (tylko wtedy) ma ogromne poczucie humoru i zachowuje się jak wariatka. 
Wygląd: Mami ma długie różowe włosy (tak wiem, cukierkowe :P) oraz morskie oczy. Częstą i jej ulubioną fryzurą jest kok. Można czasem zauważyć różne wsuwki. Ubiera się ,,na luzie", zwykle ma na sobie koszulę i spodnie. Na nogach często można zauważyć trampki. Czasem ubierze się bardziej dziewczęco.
Historia: Gdy się urodziła, myślała że jest człowiekiem. Dopiero w wieku lat ośmiu ojciec uświadomił jej, kim jest. Ta wieść na zawsze zmieniła jej życie, ale próbuje przed innymi udawać, że nic się nie zmieniło. Wkrótce rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Dziewczyna trafiła pod opiekę wuja. Żyło jej się dobrze, po nocach ze starej biblioteki domu, w którym dawniej mieszkała, dowiadywała się o demonach i ich mocach. Pewni ludzie chcieli ją porwać i mieć jej moce jedynie dla siebie. Otrzymała spadek i dostała się do Akademii, by podszkolić swoje umiejętności.
Hobby: Rysunki. Uprawiała niegdyś łyżwiarstwo figurowe. Jeździ na rowerze. Jedzie nim w tajemne miejsce gdzie czyta książki 
Partner: -
Umiejętności: Potrafi władać magią i wytwarzać pola siłowe. Zwykłą umiejętnością jest jej giętkość. 
Steruje: Blei

Hana Lidewatell

Imię: Hana
Nazwisko: Lidewatell
Wiek: 16
Rasa: Sukkub
Stopień zagrożenia: Średni
Klasa: Czarna
Płeć: Kobieta
Charakter: Hana daje wrażenie miłej i niewinnej, ale to tylko pozory. Jest zakłamaną manipulantką - lubi bawić się uczuciami innych. Na jej twarzy prawie zawsze gości nieszczery uśmiech. Dziewczyna kieruje się własnymi celami i pragnieniami, nie zważając na innych. Kiedyś była zupełnie inna, ale zmieniła swoje poglądy i zachowanie po śmierci siostry.
Wygląd: Z niebieskich, lekko kręconych włosów dziewczyny wyłaniają się dwa białe rogi, które zawsze ozdobionesą jakimiś koralikami - najczęściej białymi perełkami. Oczy dziewczy są nieco ciemniejsze od jej włosów.  Hana zazwyczaj ubiera się w zwiewne sukienki, ale nie pogardzi obcisłymi spodniami, czy koszulką. 
Historia: Dziewczyna jest czwartym pokoleniem demonów z rodziny Lidewatell, która od zawsze pragnęła kierować interesami państwa. Od najmłodszych lat dziewczyna czuła presję ze strony matki, której została oddana pod opiekę wraz z siostrą, ojciec nie chciał mieć z nimi kontaktu i wyjechał za granicę. Pewnego dnia zginęła siostra Hany, jedynie ona zdaje się wiedzieć jak doszło do tego feralnego wydarzenia, ale wciąż milczy. Od tamtego momentu jej matka stała się oschła i zamknięta w sobie. Swoję córkę o wyspie powiadomiła tuż przed otwarciem akademii i czym prędzej tam ją sprowadziła. Dziewczyna natychmiast okazała swoje niezadowolenie i wciąż wydaje się być zdenerwowana wolą matki.
Hobby: Gdy była młodsza uczęszczała do skzoły baletowej, ale wkrótce przestałą się interesować tańcem i skończyło się na samej gimnastyce.
Partner: Brak
Umiejętności: Hana może wprowadzić dowolną istotę w stan hipnozy. Ofiara nie jest w stanie wtedy się bronić, ani atakować. Dziewczyna jednak woli usunąć się z pola walki, niźli walczyć. To najbardziej denerwuje jej matkę, która pragnie, by córka wykorzystała swoje zalety, a wady starała się zwalczać. Jeżeli chodzi o zwykłe umiejętności, świetnie tańczy i jest wysportowana. Świetnie radzi sobie w terenie.
Steruje: Gellue  

Nabór do administracji

Wiem, że blog dopiero raczkuje i dopiero co go założyłam, ale patrząc pozytywnie w przyszłość, ogłaszam nabór na dwóch adminów, którzy czynnie będą udzielać się w życiu bloga i wstawiać opowiadania nadsyłane na priv.
Aktualnie do administracji dołączyła greenmir, więc do niej również można słać formularze.

piątek, 18 kwietnia 2014

Początek

Witam wszystkich zainteresowanych dołączeniem do tej skromnej społeczności!
Mam nadzieję, że wszyscy się tu odnajdziecie i z przyjemością wcielicie się w wykreowane przez siebie postaci. Uzupełnione formularze proszę wysyłaś na moją pocztę prywatną (Gellue) lub maila (Gellue@onet.pl).


To tyle, życzę miłej zabawy!