- Sprawdźmy. - puściłem do Mami oko.
Pospiesznie zająłem miejsce na siodełku i wskazałem dziewczynie miejsce przed sobą.
- To chyba nie jest dobry pomysł... - zarumieniła się uroczo i spuściła wzrok.
- Mami, czas ucieka. - powiedziałem uśmiechając się szelmowsko.
Niepewnie i z ociąganiem usiadła na rurce rowera tuż przede mną.
- Trzymaj się mała. - pisnęła cicho, kiedy objąłem ją w pasie i trzymając jedną ręką kierownicę pojechałem lekkim zygzakiem w kierunku szkoły. Na miejsce dotarliśmy zbyt późno. Dziewczyna pospiesznie przypięła rower łańcuszkiem do słupka i oboje pobiegliśmy do drzwi. W połowie drogi dostrzegłem, jak z budynku zaczynają wychodzić uczniowie razem z nauczycielami...
- Zemdlej! - szepnąłem do Mami.
- Co? - spytała niepewna czy dobrze usłyszała.
Zatrzymałem ją w miejscu i wziąłem na ręce.
- Udawaj, że zemdlałaś.
Bez dalszych pytań, dziewczyna wykonała moje polecenie. Jej głowa opadła bezwładnie na moją pierś. Przez tłum zaciekawionych postaci przedarła się dyrektorka.
- Co tu się dzieje? - powiedziała donośnie, marszcząc przy tym brwi.
- Mami, źle się poczuła i wyszliśmy na dwór. Nie wiem dlaczego, ale zemdlała. - wzruszyłem z zakłopotaniem ramionami.
- Zanieś ją do skrzydła szpitalnego. - powiedziała pospiesznie i ponownie zniknęła w tłumie.
Nim jednak straciłem kobietę z oczy, na jej twarzy dostrzegłem cień uśmiechu. Z trudem powstrzymując wesołość, ruszyłem we wskazanym kierunku. Kiedy zniknęliśmy za rogiem budynku, postawiłem dziewczynę na ziemi.
- Chyba się udało. - powiedziała z ulgą.
Ku mojemu i jej zaskoczeniu, nadal trzymałem Mami w ramionach. Jakoś nie mogłem się zmusić, by puścić dziewczynę...
<Mami?>