- Pokazać? Nic - zaśmiała się lekko.
- Serio? To po co mnie tu ciągnęłaś? - dziewczyna lekko zdenerwowana spojrzała na Hanę, ktora nadal wydawała się być rozbawiona całą sytuacją.
- Nie uśmiecha mi się specjalnie samotne szwędanie się po tej cholernej wyspie - mruknęła. - Nudzę się, przeokropnie - pokręciła głową.
- Nic na to nie poradzę - mruknęła nieco zirytowana Argona.
- Byłas może w tym lesie? - Hana wskazała palcem na gromadę drzew, których korony lekko kołysały się na wietrze.
- Nie, jakoś szczególnie się po tej wyspie nie rozglądałam - pokręciła głową i rozejrzała się.
- No to czas to zmienić, chodź - zachichotała i ruszyla w stronę lasu, zgrabnie stawiając nogę za nogą.
- Niech cię diabli - prychnęła czarnowłosa, ale mimo wszystko dalej szła za Haną.
- Mama mi mówiła, że wyspa jest praktycznie dzika. Możemy spotkać tu dosłownie wszystko. Od zwykłych zwierząt po magiczne stworzenia - położyła ręce na biodrach i szła dalej. - Może nareszcie wydarzy się coś ciekawego.
<Argona? ^^>
sobota, 17 maja 2014
Od Argony CD Hana
- Szczerze mówiąc przeszkadza mi twoja obecność - skrzywiłam się lekko - Ale w sumie skoro już tu jesteś to możesz się przynajmniej na coś przydać. Prowadź.
Nie byłam pewna czy moje słowa rozzłościły sukkubkę, czy raczej speszyły. Niemniej ruszyła w ciszy przez korytarz prowadząc mnie w stronę wyjścia. Ale nie milczała zbyt długo. Już po chwili z nutką kpiny w głosie zapytała:
- Nie spotkałam cię wcześniej, więc co cię sprowadza do Akademii?
- Nic szczególnego - mruknęłam w odpowiedzi - Potrzebuję chwili odpoczynku od Łowców.
- Więc polowali na ciebie?
- Jak zapewne na nas wszystkich...
- Nieważne - dziewczyna machnęła lekceważąco dłonią - Jesteśmy na zewnątrz, jeśli jeszcze nie zauważyłaś.
- Oczywiście, że zauważyłam - wymamrotałam - I nie widzę tu nic specjalnego. Nic, co mogłoby się podobać takiej ślicznotce sukkubskiej.
- Oh, jeszcze zobaczysz - odpowiedziała ze śmiechem - Chodźmy!
Pociągnęła mnie za sobą wzdłuż plaży. Las po naszej lewej był tak samo spokojny jak woda po prawej. Nic się nie poruszało, nic nie naruszało ciszy. Nic prócz naszych kroków. A właściwie kroków Hany.
- Więc co chciałaś mi pokazać?
(Hana? Podejrzewam, że zaraz z zarośli wyskoczy jakiś potwór. Wielki i straszny... Różowy Królik!!)
Nie byłam pewna czy moje słowa rozzłościły sukkubkę, czy raczej speszyły. Niemniej ruszyła w ciszy przez korytarz prowadząc mnie w stronę wyjścia. Ale nie milczała zbyt długo. Już po chwili z nutką kpiny w głosie zapytała:
- Nie spotkałam cię wcześniej, więc co cię sprowadza do Akademii?
- Nic szczególnego - mruknęłam w odpowiedzi - Potrzebuję chwili odpoczynku od Łowców.
- Więc polowali na ciebie?
- Jak zapewne na nas wszystkich...
- Nieważne - dziewczyna machnęła lekceważąco dłonią - Jesteśmy na zewnątrz, jeśli jeszcze nie zauważyłaś.
- Oczywiście, że zauważyłam - wymamrotałam - I nie widzę tu nic specjalnego. Nic, co mogłoby się podobać takiej ślicznotce sukkubskiej.
- Oh, jeszcze zobaczysz - odpowiedziała ze śmiechem - Chodźmy!
Pociągnęła mnie za sobą wzdłuż plaży. Las po naszej lewej był tak samo spokojny jak woda po prawej. Nic się nie poruszało, nic nie naruszało ciszy. Nic prócz naszych kroków. A właściwie kroków Hany.
- Więc co chciałaś mi pokazać?
(Hana? Podejrzewam, że zaraz z zarośli wyskoczy jakiś potwór. Wielki i straszny... Różowy Królik!!)
Od Hany CD Argony
Hana przyglądała się dziewczynie ze zmrużonymi oczyma. Nie spodziewała się, że spotka kogoś o tak późnej porze. Skrzywiła się nieco, bo myślała, że uda jej się wymknąć ze szkoły niezauważona przez nikogo. Matka na bank nie ucieszyłaby się, gdyby dowiedziała się o nocnych przechadzkach córki po pogrążonej w nocnym mroku wyspie. Dzienne spacery to zupełnie inna sprawa.
Dziewczyna położyła ręce na biodrach i przyjrzała się czarnowłosej. Nie ułatwiała jej tego wszechobecna ciemność:
- Co tutaj robisz? Powinnaś być w pokoju - mruknęła Hana, nie spuszczając jej z oczu.
- Skoro ja powinnam być w pokoju, to ty również, nie? - mruknęła beznamiętnie.
Hana zamilkła speszona pytaniem dziewczyny. Obie przyglądały się sobie w ciszy przez dłuższą chwilę.
- A tak w ogóle... nazywam się Hana - powiedziała dosyć cicho, by jej głos zbytnio nie rozszedł się po korytarzu.
- Argona - podała jej dłoń, a Hana ją lekko uścisnęła.
- Masz może ochotę na nocny spacer po wyspie? Podobno po zmroku można spotkać w tutejszym lesie ciekawe stworzenia - zaśmiała się cicho, a na jej twarzy zagościł wredny uśmieszek.
<Argona?>
Dziewczyna położyła ręce na biodrach i przyjrzała się czarnowłosej. Nie ułatwiała jej tego wszechobecna ciemność:
- Co tutaj robisz? Powinnaś być w pokoju - mruknęła Hana, nie spuszczając jej z oczu.
- Skoro ja powinnam być w pokoju, to ty również, nie? - mruknęła beznamiętnie.
Hana zamilkła speszona pytaniem dziewczyny. Obie przyglądały się sobie w ciszy przez dłuższą chwilę.
- A tak w ogóle... nazywam się Hana - powiedziała dosyć cicho, by jej głos zbytnio nie rozszedł się po korytarzu.
- Argona - podała jej dłoń, a Hana ją lekko uścisnęła.
- Masz może ochotę na nocny spacer po wyspie? Podobno po zmroku można spotkać w tutejszym lesie ciekawe stworzenia - zaśmiała się cicho, a na jej twarzy zagościł wredny uśmieszek.
<Argona?>
piątek, 16 maja 2014
OD Kossa CD Lilianne
- To proste. Do szkoły mogą uczęszczać tylko żeńskie demony lub zwykli ludzie, tacy jak ja.
- Żaden z uczniów nie jest zwykłym człowiekiem. - powiedziała cicho. - myślami zapwene była gdzieś daleko stąd.
- O czym myślisz? - obserwowałem jej nieobecne oczy.
- O niczym. - spuściła głowę.
- Chciałbym cię lepiej poznać. - delikatnie uniosłem jej podbródek.
- Niewiele pamiętam. - wstała z łóżka, krążąc po pokoju.
- Nadal mi nie ufasz.... - szepnąłem cicho, by nie usłyszała.
- Ufałam tylko jednej osobie, ale ona odeszła... - miała dobry słuch - Może kiedyś powiem ci więcej, ale nie dziś.
- Rozumiem. Masz ochotę na mały spacer? W pokoju jest duszno.
- Dokąd chcesz iść?
- Niedaleko stąd jest plaża.
- Chętnie. - uśmiechnęła się delikatnie.
Opuściliśmy mury Akademii i skierowaliśmy kroki w stronę morza. Wiał lekki wiatr, niosąc zapach soli. Mewy krążyły nad nami, krzycząc płaczliwie. Zachodzące słońce zabarwiło wszystko na czerwonozłoty kolor. Szliśmy powoli, ciesząc się niezapomnianym widokiem i mimowolnie poddając romantycznej atmosferze tego miejsca.
<lilianne? Sorki, że takie krótkie... ;)>
OD Raina CD Mami
Wyciągnąłem do dziewczyny rękę i pomogłem jej wstać.
- Dzięki.... - zaczerwieniła się na widok pewnej części odzieży leżącej na ziemi - uduszę go...! - wyszeptała, błyskawicznie zbierając bieliznę.
- To chyba twoje... - roześmiałem się, machając Mami przed oczami czarną podkolanówką z białą kokardką.
- Tak... - zabrała swoje rzeczy i w pośpiechu schowała na miejsce.
Mały rozbujnik został zamknięty w sporej klatce.
- Niesforna łobuziara. - malec patrzył żałośnie zza krat, jakby miał się za chwilę rozpłakać - Nawet nie próbuj...! - jęknęła błagalnie
- Nic jej nie będzie. - odciągnąłem Mami od klatki - Obie musicie się wzajemnie przyzwyczaić do nowej sytuacji. Potem będziesz mogła ją nauczyć dobrego zachowania. - powiedziałem przemądrzałym tonem.
- To może długo potrwać... - wyglądała równie żałośnie, co stworzonko w kaltce.
- Chyba mam pomysł. - mrugnąłem porozumiewawczo i podniosłem klatkę.
- Co robisz? - zapytała z lekkim niepokojem.
- Chodź przewietrzycie się obie.
Wyszliśmy razem przed dom, postawiłem klatkę na zieni i otworzyłem drzwiczki.
- Zrobi sobie krzywdę!
Złapałem dziewczynę za rękę, powstrzymując przed złapaniem gryfka. Tymczasem zwierzątko z zadowoleniem i głośnym świergotem wzbiło się w powietrze. Przyciągnąłem Mami do siebie.
- Nic jej nie będzie. - zadarliśmy oboje głowy do góry, obserwując podniebne wyczyny malca.
<Mami uważaj na pociski z nieba... ;)>
środa, 14 maja 2014
Od Mami, CD Raina
- Uspokoję go, a ty posprzątaj. - wskazałam wzrokiem na miotłę i szufelkę. Posłusznie wykonał moje polecenie. Małolat brykał na szafce.
- Hej mały! Przestań! - próbowałam wziąć go na ręce, ale odleciał. Udało mi się go pochwycić, jak był w drodze do łazienki. Głaskałam go, by się uspokoił. Podziałało.
- Sorry, że się tak tobą wysługuję.... - wyjęłam z portfela pieniądze. - Mas tu pieniądze i kup jakąś klatkę, ale większą....
- Nic nie szkodzi. Taki mamy klimat... - zaśmiał się. Wyszedł z domu. Wrócił po piętnastu minutach.
- I jak? - zapytał z obawą.
- WZIĄŁ MOJĄ BIELIZNĘ I ZROBIŁ SOBIE GNIAZDO NA SZAFIE! - płonęłam w myślach. A może na zewnątrz też...
Zwierzak nieśmiało wyjrzał ze swojej kryjówki. W dziobie trzymał skarpetkę. Rain o mało nie ryknął śmiechem. Zacisnęłam pięści. Poustawiałam dużo krzeseł by wspiąć się na szafę. Nie należałam do wysokich osób, co bardzo mi utrudniało.W końcu poradziłam sobie z dwoma krzesłami. Delikatnie podniosłam zwierzątko i położyłam na stole. Krzesła zachwiały się, ja też. Wszystko runęło. Można było słyszeć krótki krzyk, huk i cichutkie przekleństwo....
- Żyjesz tam? - chłopak wyciągnął do mnie rękę z uśmiechem.
<Rain, uważaj...>
- Hej mały! Przestań! - próbowałam wziąć go na ręce, ale odleciał. Udało mi się go pochwycić, jak był w drodze do łazienki. Głaskałam go, by się uspokoił. Podziałało.
- Sorry, że się tak tobą wysługuję.... - wyjęłam z portfela pieniądze. - Mas tu pieniądze i kup jakąś klatkę, ale większą....
- Nic nie szkodzi. Taki mamy klimat... - zaśmiał się. Wyszedł z domu. Wrócił po piętnastu minutach.
- I jak? - zapytał z obawą.
- WZIĄŁ MOJĄ BIELIZNĘ I ZROBIŁ SOBIE GNIAZDO NA SZAFIE! - płonęłam w myślach. A może na zewnątrz też...
Zwierzak nieśmiało wyjrzał ze swojej kryjówki. W dziobie trzymał skarpetkę. Rain o mało nie ryknął śmiechem. Zacisnęłam pięści. Poustawiałam dużo krzeseł by wspiąć się na szafę. Nie należałam do wysokich osób, co bardzo mi utrudniało.W końcu poradziłam sobie z dwoma krzesłami. Delikatnie podniosłam zwierzątko i położyłam na stole. Krzesła zachwiały się, ja też. Wszystko runęło. Można było słyszeć krótki krzyk, huk i cichutkie przekleństwo....
- Żyjesz tam? - chłopak wyciągnął do mnie rękę z uśmiechem.
<Rain, uważaj...>
OD Lilinne CD Koss
Nie chciałam nikomu opowiadać swojej
historii, a zwłaszcza osobie, którą tak mało znałam. Ale przecież Koss
mi opowiedział. Czy nie byłoby nieuprzejmie z mojej strony, gdybym nie
odwzajemniłam się tym samym? Tak czy inaczej, nie musiałam mówić
wszystkiego. Nie zdoła sprawdzić wiarygodności moich słów.
- Moja historia nie jest tak ciekawa, jak twoja. Bo... odkąd pamiętam, wychowywała mnie babcia. Nie wiem nic na temat swojej pozostałej rodziny, ona też nigdy o niej nie wspominała. - zawahałam się. Chciałam dodać coś jeszcze, jeśli chodzi o uczucia, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. - Kiedy miałam sześć lat, zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jacyś ludzie z opieki socjalnej wcisnęli mnie do sierocińca; ponurego budynku z szarej cegły, umieszczonego na obrzeżach miasta. Nie pasowałam tam. Nie zachowywałam się jak inne dzieci. Spędziłam w ośrodku 8 lat. Pewnego dnia do sierocińca przybyła jedna z nauczycielek naszej szkoły, i stwierdziła, że powinnam z nią iść. Tak trafiłam tutaj. - zakończyłam. Przez cały czas próbowałam mieć kamienny wyraz twarzy i przybrać pozbawiony emocji głos, żeby Koss nie odszyfrował targających mną uczuć. Po chwili jednak nie wytrzymałam. W moich oczach zebrały łzy. Spuściłam głowę.
- Już dobrze. - uspokajał. - Tylko... dlaczego nie powiedziałaś mi wszystkiego?
Skąd on mógł wiedzieć, pomyślałam. Tak, potrafił czytać w myślach, ale przecież poczułabym.
- Jak... wszystkiego? - udałam zdziwienie.
- Jesteś sukkubem.
- Skąd ty tyle wiesz? - spytałam cicho. Teraz już naprawdę byłam zaskoczona.
- Moja historia nie jest tak ciekawa, jak twoja. Bo... odkąd pamiętam, wychowywała mnie babcia. Nie wiem nic na temat swojej pozostałej rodziny, ona też nigdy o niej nie wspominała. - zawahałam się. Chciałam dodać coś jeszcze, jeśli chodzi o uczucia, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. - Kiedy miałam sześć lat, zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jacyś ludzie z opieki socjalnej wcisnęli mnie do sierocińca; ponurego budynku z szarej cegły, umieszczonego na obrzeżach miasta. Nie pasowałam tam. Nie zachowywałam się jak inne dzieci. Spędziłam w ośrodku 8 lat. Pewnego dnia do sierocińca przybyła jedna z nauczycielek naszej szkoły, i stwierdziła, że powinnam z nią iść. Tak trafiłam tutaj. - zakończyłam. Przez cały czas próbowałam mieć kamienny wyraz twarzy i przybrać pozbawiony emocji głos, żeby Koss nie odszyfrował targających mną uczuć. Po chwili jednak nie wytrzymałam. W moich oczach zebrały łzy. Spuściłam głowę.
- Już dobrze. - uspokajał. - Tylko... dlaczego nie powiedziałaś mi wszystkiego?
Skąd on mógł wiedzieć, pomyślałam. Tak, potrafił czytać w myślach, ale przecież poczułabym.
- Jak... wszystkiego? - udałam zdziwienie.
- Jesteś sukkubem.
- Skąd ty tyle wiesz? - spytałam cicho. Teraz już naprawdę byłam zaskoczona.
wtorek, 13 maja 2014
OD Raina CD Mami
- Może sam chciałbyś spróbować? - Mami podała mi kilka niewielkich porcji piersi z kurczaka.
- Mam nadzieję, że nie zje moich palców. - mrugnąłem do dziewczyny i przykucnąłem przy gryfce.
Maluch rzucił się z apetytem na kawałki mięsa, przy okazji dziobiąc i moją rękę...
- Hej! - krzyknąłem - do boli, cholero mała!
- Nie mów tak do niej, bo ją przestraszysz! - Mami wpadła w bojowy nastrój.
Podeszła do zwierzątka i pogłaskał pieszczotliwie po łebku.
- Nie bój się go. To tylko facet, dużo krzyczy, mało robi.
Obserwowałem tą dwójkę z wysoko uniesionymi brwiami ze zdziwienia. W końcu dałem upust emocjom i parsknąłem głośnym śmiechem. Malec pisnął cicho i skulił się w ramionach dziewczyny.
- Przestraszyłeś ją! - powiedziała z wyraźną naganą w głosie.
- Przejmujesz się zwierzakiem, a ja? - podniosłem zraniony palec - Krwawię....!
- Przeżyjesz. - rzuciła przelotne spojrzenie na moją rękę i zajęła się na powrót małym gryfem.
- Ach te kobiety... - westchnąłem rozbawiony - Podaj mi tą groźną bestię, rzucę okiem na złamane skrzydło.
- Tylko bądź delikatny.
Zwierzątko nie było zachwycone pomysłem i za wszelką cenę próbowało się wyrwać.
- Chyba rzeczywiście nie przepada za mną. Trzymaj ją.
Dziewczyna przyklęknęła na przeciw mnie na podłodze, tuląc malca do piersi. Ostrożnie ująłem zranione skrzydło i przesunąłem opuszkami palców po gładkich piórach. Wreszcie wyczułem deformację, a maluch wydał cichy pisk.
- Trzymaj ją teraz mocno. - zamknąłem oczy.
O dziwo nie mogłem się skupić. Rozpraszała mnie bliskość dziewczyny i szarpiące się zwierzątko. Po dłuższej chwili poczułem przepływ energii między mną a gryfem. Malec wyrywał się coraz słabiej, w końcu umilkł zupełnie.
- Już po wszystkim. - wysapałem, ocierając pot z czoła.
Mami podniosła głowę, byliśmy zaledwie kilka centymetrów od siebie. Trwaliśmy tak nieporuszeni przez krótką chwilę. Niespodziewany brzęk tłuczonego szkła przywrócił nas rzeczywistości.
- Gryf! - dziewczyna natychmiast podniosła się na równe nogi i z niepokojem rozejrzała za zwierzątkiem.
Mały psotnik siedział na szafce zadowolony z siebie, machając skrzydłami. Na podłodze leżały ostre kawałki porcelany...
<Mami? Tylko się nie skalecz ;)>
OD Kossa CD Lilianne
Ukryłem twarz w dłoniach i odetchnąłem spokojnie.
- Będzie inaczej, tego jestem pewien.
Czułem ciepło jej drobnej dłoni na ramieniu. Oboje byliśmy samotni i zagubieni w wielkim świecie, a jednak to właśnie ona, nieśmiała dziewczyna, wyciągnęła do mnie rękę w geście pocieszenia...
- To długa historia. - skupiłem wzrok na przeciwległej ścianie - Może kiedyś ci ją opowiem w dłuższej wersji. Gość, którego widziałaś to mój kuzyn. Od dziecka lubił dręczyć ludzi, wykorzystując pozycję rodzinną. Babcia zawsze stanowiła głowę rodu. Była surowa i wymagająca, jednak miała dobre serce. Cały majątek po jej śmierci przejąłby jeden spadkobierca - Carl lub ja. Nasi ojcowie byli jedynymi synami Damy Margarett i jak wszyscy, uważali mojego kuzyna za wspaniałe dziecko, a mnie za odludka. O dziwo, babcia przejrzała Carla i jego charakter. W nocy po oficjalnym przyjęciu, gdzie ogłosiła mnie następcą rodu, kuzyn próbował popełnić morderstwo... - uśmiechnąłem się krzywo - Wielu pewnie ucieszyłoby się z mojej śmierci. Zdołałem uciec i wymknąć się z rąk jego "przyjaciół". Przez wiele lat ścigał mnie jak zwierzynę i wreszcie znalazł. Nie wiem jak zdołał przedostać się przez zabezpieczenia wyspy. Widocznie ktoś mu pomógł. Powiedział mi o śmierci babci, więc znając rodzinę, przejął majątek i przywileje. Obawiam się, że wreszcie zdoła mnie tu dosięgnąć, ma dostatecznie dużo pieniędzy i ludzi na skinienie palca. Na szczęście, także mam kilku wiernych przyjaciół. To przez nich zebrałem informacje o tobie. Bałem się, że Carl znalazł naiwną dziewczynę i naopowiadał kłamstw, jakim to jestem potworem, a potem wysłał, by dokończyła zadanie za niego. Nie bierz tego do siebie, to ostrożność.
- Rozumiem... - wyszeptała.
Spodziewałem się raczej, że będzie zła, znienawidzi mnie, albo wybiegnie z płaczem. Tymczasem ofiarowała swoje współczucie...
- Zaskakujesz mnie Lili coraz bardziej... - powiedziałem cicho - Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym teraz poznać twoją historię, z twoich ust.
<Lilianne?>
OD Lilianne CD Koss
Na lekcjach nie potrafiłam się skupić.
Wciąż myślałam nad ostatnimi wydarzeniami, tak, że nauczyciele
wielokrotnie musieli wyrywać mnie z zamyślenia reprymendą. Gdy wreszcie
zabrzmiał dzwonek zwiastujący koniec zajęć, wybiegłam z klasy,
zapominając o zabraniu ze sobą książek. Skierowałam się prosto do
sekretariatu, gdzie zapytałam o numer pokoju Kossa. Uśmiechnięta kobieta
bez wahania udzieliła odpowiedzi. Już po chwili stałam przed drzwiami,
nieśmiało pukając. Usłyszałam znajomy głos wymawiający z zaskoczeniem
zdrobnienie mojego imienia. Nacisnęłam klamkę i zobaczyłam chłopaka
siedzącego na skraju niepościelonego łóżka. Przeczesał palcami potargane
włosy.
- Wyglądasz... inaczej. - stwierdził, lustrując mnie wzrokiem.
Miał z resztą rację. Mimo roztargnienia, pamiętałam o ubraniu czegoś normalnego. Teraz byłam odziana w czarną, rozkloszowaną sukienkę sięgającą do kolan, a włosy upięłam w niewysoki kok. Zdziwiłam się, że zauważył odmienny strój na wstępie.
- Tak, założyłam inne ubrania. - rzuciłam niedbale. - Koss... wiesz... bo... - uświadomiłam sobie, iż nie wiem, w jakim właściwie celu do niego przyszłam. Szukałam odpowiednich słów. - Chciałam zapytać, skąd wiesz o mnie to wszystko. - Oznajmiłam w końcu. Po części była to prawda. Zawsze wnikliwie obserwowałam otaczających mnie ludzi. Jakim sposobem dotarł do źródła informacji?
- Już ci wyjaśniłem. - odparł po chwili namysłu.
- Ale nie wszystko...
- I tak zbyt dużo powiedziałem.
- To... to wyjaśnij chociaż, kim on był...
- Kto?
- Znasz odpowiedź.
- Wolę o nim nie mówić. Nie w tym momencie...
Ból w jego głosie sprawił, że niespodziewanie odczułam wielkie współczucie i zrozumienie. Podeszłam do Kossa, opadłam na łóżko, po czym położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. - wyszeptałam, choć wiedziałam o marnym znaczeniu tych popularnych słów.
- Wyglądasz... inaczej. - stwierdził, lustrując mnie wzrokiem.
Miał z resztą rację. Mimo roztargnienia, pamiętałam o ubraniu czegoś normalnego. Teraz byłam odziana w czarną, rozkloszowaną sukienkę sięgającą do kolan, a włosy upięłam w niewysoki kok. Zdziwiłam się, że zauważył odmienny strój na wstępie.
- Tak, założyłam inne ubrania. - rzuciłam niedbale. - Koss... wiesz... bo... - uświadomiłam sobie, iż nie wiem, w jakim właściwie celu do niego przyszłam. Szukałam odpowiednich słów. - Chciałam zapytać, skąd wiesz o mnie to wszystko. - Oznajmiłam w końcu. Po części była to prawda. Zawsze wnikliwie obserwowałam otaczających mnie ludzi. Jakim sposobem dotarł do źródła informacji?
- Już ci wyjaśniłem. - odparł po chwili namysłu.
- Ale nie wszystko...
- I tak zbyt dużo powiedziałem.
- To... to wyjaśnij chociaż, kim on był...
- Kto?
- Znasz odpowiedź.
- Wolę o nim nie mówić. Nie w tym momencie...
Ból w jego głosie sprawił, że niespodziewanie odczułam wielkie współczucie i zrozumienie. Podeszłam do Kossa, opadłam na łóżko, po czym położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. - wyszeptałam, choć wiedziałam o marnym znaczeniu tych popularnych słów.
Od Argony
Siedziałam w niemej ciszy z zamkniętymi oczami, wewnątrz mojego pokoju. Był środek nocy, światło zgaszone... i tylko delikatne światło gwiazd wpadało do pomieszczenia przez niewielkie okno. Oddychałam spokojnie wsłuchując się w ten błogi spokój. Jak dawno słyszałam tak ciepłą i przyjemną ciszę? Nie pamiętam... prawie od zawsze ktoś na mnie polował, ktoś czychał na moje życie. Na moją moc.
Nagle wśród ciszy usłyszałam coś. Cichy dźwięk, jakby... kropla wody wpadająca do kałuży... Otworzyłam gwałtownie oczy. Zapłonęły w ciemności jak dwa płomienie.
- Co to było? - szepnęłam, a mój głos w ciszy wydał się krzykiem
A przynajmniej mi się tak zdawało, bo śpiąca na sąsiednim łóżku dziewczyna nie zareagowała. Bezszelestnie wstałam z łóżka i ubranie narzuciłam mój płaszcz. Wyszłam na korytarz. Był ciemny i cichy, kamienna podłoga była całkiem sucha. Nie było mowy o żadnej kapiącej wodzie.
KAP!
A jednak. Dziwny dźwięk powtórzył się. Rozdarł ciszę korytarza jak pazur tygrysa. To było jak nagły impuls. Ruszyłam biegiem przed siebie tam, skąd dochodził ten dźwięk. Moje buty uderzały o ziemię nie czyniąc przy tym hałasu, mimo że były twarde nauczyłam się jak stąpać w nich bez zbędnych odgłosów.
Niespodziewanie zatrzymałam się w miejscu. Stałam przez chwilę na środku pustego, ciemnego korytarza zastanawiając się co ja właściwie robię? Co mnie obchodzi ten dźwięk?
KAP!
Ruszyłam biegiem. Muszę się dowiedzieć co go wydaje, czym jest, bo chyba oszaleję! Nie ważne czy jest sens, czy go nie ma. Muszę wiedzieć!
I wtedy... ciszę rozdarły czyjeś kroki. Znów się zatrzymałam. Jakaś dziewczyna szła korytarzem za mną. Skąd wiedziałam, że to dziewczyna? Roztaczała potężną (znów tylko dla mnie) aurę sukkuba. Jej rytmiczne kroki rozbrzmiewały w korytarzu zagłuszając ciszę. Spróbowałam wyłowić z nich ten dźwięk, ale nie byłam w stanie... Straciłam go... nie dowiem się czym był, skąd dochodził.
Kroki zamilkły. Dziewczyna przystanęła kawałek ode mnie.
- Kim jesteś? - zapytała, a jej głos był nieco zdziwiony
Odwróciłam się powoli. Spojrzałam na twarz sukkuba i na jej szczupłą sylwetkę. Szczupłą, piękną sylwetkę.
- Jestem uczniem Akademii tak jak ty. - mruknęłam.
(Jakiś sukkub?)
Nagle wśród ciszy usłyszałam coś. Cichy dźwięk, jakby... kropla wody wpadająca do kałuży... Otworzyłam gwałtownie oczy. Zapłonęły w ciemności jak dwa płomienie.
- Co to było? - szepnęłam, a mój głos w ciszy wydał się krzykiem
A przynajmniej mi się tak zdawało, bo śpiąca na sąsiednim łóżku dziewczyna nie zareagowała. Bezszelestnie wstałam z łóżka i ubranie narzuciłam mój płaszcz. Wyszłam na korytarz. Był ciemny i cichy, kamienna podłoga była całkiem sucha. Nie było mowy o żadnej kapiącej wodzie.
KAP!
A jednak. Dziwny dźwięk powtórzył się. Rozdarł ciszę korytarza jak pazur tygrysa. To było jak nagły impuls. Ruszyłam biegiem przed siebie tam, skąd dochodził ten dźwięk. Moje buty uderzały o ziemię nie czyniąc przy tym hałasu, mimo że były twarde nauczyłam się jak stąpać w nich bez zbędnych odgłosów.
Niespodziewanie zatrzymałam się w miejscu. Stałam przez chwilę na środku pustego, ciemnego korytarza zastanawiając się co ja właściwie robię? Co mnie obchodzi ten dźwięk?
KAP!
Ruszyłam biegiem. Muszę się dowiedzieć co go wydaje, czym jest, bo chyba oszaleję! Nie ważne czy jest sens, czy go nie ma. Muszę wiedzieć!
I wtedy... ciszę rozdarły czyjeś kroki. Znów się zatrzymałam. Jakaś dziewczyna szła korytarzem za mną. Skąd wiedziałam, że to dziewczyna? Roztaczała potężną (znów tylko dla mnie) aurę sukkuba. Jej rytmiczne kroki rozbrzmiewały w korytarzu zagłuszając ciszę. Spróbowałam wyłowić z nich ten dźwięk, ale nie byłam w stanie... Straciłam go... nie dowiem się czym był, skąd dochodził.
Kroki zamilkły. Dziewczyna przystanęła kawałek ode mnie.
- Kim jesteś? - zapytała, a jej głos był nieco zdziwiony
Odwróciłam się powoli. Spojrzałam na twarz sukkuba i na jej szczupłą sylwetkę. Szczupłą, piękną sylwetkę.
- Jestem uczniem Akademii tak jak ty. - mruknęłam.
(Jakiś sukkub?)
poniedziałek, 12 maja 2014
Od Mami, CD Raina
Stworek wyrywał się i chciał odlecieć. Liście, motyle i inne rzeczy które mogą latać po przeciętnym mieście ciekawiły go. Wyciągał główkę jak najwyżej by schwytać liść. Uspokoiłam go głaskaniem pod szyją. Mruczał cichutko i spływała z niego nadpobudliwość. Nie chciałam zbytnio potrząsać zwierzaczkiem, więc powstrzymaliśmy się od biegu, truchtu a nawet marszu. Prędkość nie mogła przekraczać przeciętnego niedzielnego spaceru. Inaczej maluch mógłby mnie ugryźć w rękę. W końcu dotarliśmy do domu. Nie używając rąk i słów wskazałam chłopakowi na torebkę, by otworzył drzwi, bo miałam zajęte ręce. Nie od razu zrozumiał. Wpuścił nas do domu. Zamknął drzwi.
- Gdzie mam go położyć.... - zastanawiałam się na głos.
- Może na podłogę? - uśmiechnął się. Zrobiłam jak powiedział. Gryf chciał polecieć, ale bolące skrzydełko dawało się we znaki.
- To samiczka.... - pogłaskałam stworzonko po grzbiecie.
- Jesteś pewna? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak, kiedyś czytałam że samice mają skrzydła, a samce wręcz odwrotnie. Jeśli nie wierzysz, mogę ci udowodnić. - puściłam do niego oko i włączyłam laptopa. Szybko i sprawnie weszłam na Wikipedię.
- ,,Heraldyczny gryf jest zawsze rodzaju żeńskiego, chyba że zaznaczono inaczej. Gryf rodzaju męskiego jest bezskrzydły" - przeczytał na głos bez zająknięcia. - Rzeczywiście...
- Ciekawe co jedzą takie gryfy... - splotłam ręce na piersi. - Już wiem! Skoro gryf jest hybrydą lwa i orła, to je mięso.
Bez żadnego pośpiechu wyjęłam z zamrażalnika pierś z kurczaka. Maluch chwiejnym krokiem, ale zawsze podreptał do mnie i pochwycił mięso. Zjadł i domagał się więcej smakowitych kąsków.
<Rain, dasz mu coś?>
- Gdzie mam go położyć.... - zastanawiałam się na głos.
- Może na podłogę? - uśmiechnął się. Zrobiłam jak powiedział. Gryf chciał polecieć, ale bolące skrzydełko dawało się we znaki.
- To samiczka.... - pogłaskałam stworzonko po grzbiecie.
- Jesteś pewna? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak, kiedyś czytałam że samice mają skrzydła, a samce wręcz odwrotnie. Jeśli nie wierzysz, mogę ci udowodnić. - puściłam do niego oko i włączyłam laptopa. Szybko i sprawnie weszłam na Wikipedię.
- ,,Heraldyczny gryf jest zawsze rodzaju żeńskiego, chyba że zaznaczono inaczej. Gryf rodzaju męskiego jest bezskrzydły" - przeczytał na głos bez zająknięcia. - Rzeczywiście...
- Ciekawe co jedzą takie gryfy... - splotłam ręce na piersi. - Już wiem! Skoro gryf jest hybrydą lwa i orła, to je mięso.
Bez żadnego pośpiechu wyjęłam z zamrażalnika pierś z kurczaka. Maluch chwiejnym krokiem, ale zawsze podreptał do mnie i pochwycił mięso. Zjadł i domagał się więcej smakowitych kąsków.
<Rain, dasz mu coś?>
niedziela, 11 maja 2014
OD Kossa CD Lilianne
- Słyszałem o... - zawahałem się - twojej przeszłości...
Zacisnęła powieki i zagryzła wargi, po policzku spłynęła jedna łza.
- Przepraszam, nie chciałem... - przytuliłem ją delikatnie - Nie powinienem zrzucać na twoje barki własnych problemów. Twoje życie nie było lekkie.
- Skąd... wiesz? - wyszeptała.
- To... trudne do wyjaśnienia. - wziąłem głębszy wdech - Widziałem cię już kilka razy wcześniej. Korzystając z wpływów mojej rodziny, zapytałem tu i tam...
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Nie wiem. Może wydawałaś się tak samo zagubiona jak ja...
Wyswobodziła się z moich ramion.
- Powinnam już iść. Jest późno, a za niedługo lekcje.. - odwróciła się na pięcie i pomknęła w sobie tylko znanym kierunku.
Powinienem już się do tego przyzwyczaić, że odpycham ludzi i w końcu zostaję sam. Wsadziłem ręce w kieszenie i wolnym krokiem ruszyłem do swojego pokoju. Pięć minut później zamknąłem cicho drzwi. Położyłem się na łóżku. Sen to w tej chwili najlepsze lekarstwo... Mimowolnie pod powiekami zaczęły napływać obrazy bliskiej mi osoby. Niestety starszej pani nie ma już wśród żywych - pomyślałem z goryczą. Powoli ogarnął mnie sen. Ostatnie co zapamiętałem to twarz uśmiechniętej babci i słowa "wszystko będzie dobrze, zobaczysz...". Jednak sen nie przyniósł spokoju. Z koszmaru wybudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
- Lili...! - krzyknąłem, siadając na łóżku.
<Lilianne?>
OD Raina CD Mami
Zaraz po wyjściu z budynku, Mami rozejrzała się lekko zaniepokojona. Jej wzrok padł na rower.
- Nikt ci go nie ukradnie. - puściłem oko do dziewczyny.
- Oby. To gdzie idziemy?
- Apel potrwa pewnie jeszcze z półtorej godziny. W sam raz, żeby pospacerować na plaży.
- Poczekaj chwilę, zabiorę rower.
- Chodź, szkoda czasu. - złapałem demonka za rękę i pociągnąłem w stronę głównej bramy.
Na plaży panował spokój. Szum morza i krzyk mew pozwalały nabrać dystansu do całej rzeczywistości. Szliśmy wzdłuż fal, śmiejąc się jak dzieci. W pewnym momencie Mami wyciągnęła rękę przed siebie i wskazała coś palcem.
- Spójrz, coś leży na plaży.
Na miejscu znaleźliśmy ranne pisklę gryfa.
- Skąd on się tu znalazł? - dziewczyna wzięła malucha na ręce.
Może wiatr rzucił nim o ziemię, ma złamane skrzydło. Widzisz? - delikatnie dotknąłem piór.
Stworek wydał piskliwy dźwięk.
- Chyba cię nie lubi. Zabierzemy go do mojego domu. Nie wiadomo od jak dawna tu leży - pod jej dotykiem pisklę wydało cichy pomruk.
- Wygląda na to, że ciebie polubił. Wiesz co jedzą gryfy? Jest chudy jak mój palec. - wyciągnąłem rękę przed siebie w celu porównania.
- Nie straż go! - zmarszczyła gniewnie brwi, widząc jak maluch próbuje wyrwać się z jej objęć.
Wstaliśmy oboje z piasku i wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę domku Mami. Po drodze dziewczyna próbowała uspokoić niesforne stworzonko. Widać, piskle poczuło się znacznie lepiej.
<Mami? Uważaj, bo cię ugryzie ;)>
- Wygląda na to, że ciebie polubił. Wiesz co jedzą gryfy? Jest chudy jak mój palec. - wyciągnąłem rękę przed siebie w celu porównania.
- Nie straż go! - zmarszczyła gniewnie brwi, widząc jak maluch próbuje wyrwać się z jej objęć.
Wstaliśmy oboje z piasku i wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę domku Mami. Po drodze dziewczyna próbowała uspokoić niesforne stworzonko. Widać, piskle poczuło się znacznie lepiej.
<Mami? Uważaj, bo cię ugryzie ;)>
sobota, 10 maja 2014
Argona Ryuketsu
Imię: Argona
Nazwisko: Ryuketsu
Wiek: 19 lat
Rasa: demon
Stopień zagrożenia: międzi niskim a wysokim, doskonale zna swoje zdolności, ale nie jest w stanie kontrolować pełnego przepływu mocy
Klasa: czarna
Płeć: kobieta
Charakter: Argona nie jest dobrą osobą. Jest wyniosła i zimna jak lód, a co się z tym wiąże również dumna, mrukliwa i arogancka. Często używa sarkazmy i ironii, by podkreślić swój dystans do reszty świata, co raczej nie przysparza jej przyjaciół. Zawsze trzyma się na uboczu, jest zamknięta w sobie i oderwana od rzeczywistości. Nie robi nic, czego robić nie musi. Nigdy nie okazuje uczuć..., choć może to coś więcej? Może ona po prostu nie ma uczuć? Nie obawia się niczego, nawet śmierci i bólu. Nie ma litości dla wrogów, gardzi słabością. Sama jest nieczuła na ból i zniewagi. Wszystko wydaje się jej nie obchodzić, sprawy ludzi, sprawy nieludzi... Jej jedynym celem jest zabić wszystkie potwory istniejące na świecie. Jest opanowana, bezlitosna i okrutna, śmierć ją bawi i fascynuje. Czasem jest w stanie całymi dniami siedzieć nad powoli konającą ofiarą tylko po to, by obserwować jej przedśmiertne drgawki, rozpacz na twarzy, ból..., by słyszeć ostatnie słowa. Nie wykonuje niczyich rozkazów. Potrafi naprawdę uprzykrzyć komuś życie, młodszych (i czasem starszych) potrafi przyprawić o płacz. Woli pracować w pojedynkę, nigdy się nie poddaje, nie ustępuje. Wierzy w wykorzystywanie wszystkich środków do osiągnięcia celu. Kłamie bez mrugnięcia okiem, jednak zazwyczaj jest nawet zbyt szczera. Potrafi doskonale manipulować innymi oraz wykorzystywać ich do swoich celów. Posiada niezwykły dar przekonywania, któremu nie oprze się żaden szanujący życie stwór. Mimo trudnego charakteru zawsze postępuje według swojego pokręconego kodeksu, który nijak ma się do norm społecznych i moralnych wyznawanych przez większość ludzi. Najważniejszy jest dla niej honor i w jego imię zawsze dotrzymuje danego słowa. Cokolwiek obieca, przysięgnie lub powie do trzyma co do joty..., ale nigdy więcej. Nigdy nie wykracza poza zawarty pakt. Coś w jej zachowaniu sprawia, że większość ludzi albo darzy ją szacunkiem, albo jej nienawidzi. Czy w takim razie ma przyjaciół? Nie... Jedyna osoba, z którą się związała zginęła... i nigdy nie powróci.
Wygląd: Jest wysoka, szczupła i umięśniona. Ma czerwone oczy i długie, czarne włosy, które często spina czerwoną tasiemką w pasie. Przez jej prawe oko biegnie blizna w kształcie półksiężyca. Ubiera się zazwyczaj na czarno w wygodne spodnie i koszulki bez rękawów oraz długie rękawice i ciężkie buty. Na to wszystko narzuca czarny płaszcz, który potrafi zmieniać swoją barwę (na inny kolor lub na fakturę otoczenia). Na szyi zawsze wisi medalion w kształcie triquetry oraz krzyżyk, a w lewym uchu nosi trzy kolczyki. Nigdy nie rozstaje się z dwoma katanami wiszącymi u pasa, pistoletem MAG07 oraz różnymi rodzajami noży, shurikenów i igieł do rzucania. Na jej piersi został wyryty ten symbol: (http://i431.photobucket.com/albums/qq39/Cooldark_photo/darkness_wallpaper_4.gif)
Nikt jeszcze nie widział jej prawdziwej formy. Sama Argona nie śmie wzywać jej nawet w najgorszej sytuacji, gdyż obawia się całkowitej utraty kontroli.
Historia: Życie jej nie oszczędzało. Gdy była bardzo mała wymordowano całą wioskę, w której mieszkała, a ją wzięto do niewolniczego obozu walki. Ćwiczono ją tam metodami, o których woli nawet nie wspominać. Ból, strach, śmierć... jedynym twoim celem jest przeżyć... nieudane próby ucieczki razem z innymi dziećmi. Kilkakrotnie udało jej się pomóc jedynie podopiecznym. Potem tortury, kara za sprzeciwianie się rygorowi narzucanemu przez pana. Pozostała w obozie do jego zamknięcia przez Inkwizycję. Potem trafiła do klasztoru sióstr Klarysek. Tam nakazane było milczenie i modlitwa. Tam też nauczyła się wierzyć, że ktoś nad nią czuwa. Cieszyła się czasem spędzonym z siostrami... ale nie trwało to długo. Wkrótce na powrót zabrała ją Inkwizycja, gdy przypadkiem ujawniła swoje piekielne moce. Wtedy niemal spłonęła na stosie. Płomienie muskały jej stopy... wpadła w szał... wszystko wokół spłonęło w czarnych płomieniach. Ludzie. Zwierzęta. Domy... Była przerażona. Szok spowodował najpierw kompletną depresję, potem szaleństwo. Zaczęła tańczyć wśród zwęglonych ciał i pogorzelisk. Gdy przybyli ludzie z innej wioski, ich również zabiła... Zabijała, bo sprawiało jej to radość. Rozpruwała wnętrzności, oddzielała głowę od ciała... A wtedy pojawił się on... Na imię miał Chegon. Coś się w Argonie zmieniło. Pokochała go, jej szaleństwo minęło, a on zabrał ją do siebie. Do niewielkiego dworku rycerskiego. Żyła tam razem z nim przez wiele lat.W szczęściu i spokoju... ale i to się skończyło... Chłopak został pojmany przez wrogów Argony i przybity do muru pobliskiej stolicy za ramiona. Wisiał tam do czasu, gdy dziewczynie udało się dostać do wnętrza grodu i na mur. Ściągnęła go z niego, ale było już za późno... Używając katany - Drakena, ukróciła męki ukochanego... Od tego czasu już nigdy nie związała się z nikim. Nauczyła się żyć samotnie i tylko niekiedy gdzieś zatrzymywać.
Nigdy nie myślała, że znajdzie azyl, w którym nie byłaby ścigana przez swoich wrogów - Łowców. A jednak. Dotarła do Akademii, do tego miejsca, które zapewniło jej... chwilę spokoju. Jak długo to potrwa?
Hobby: nie ma zainteresowań, jest niemal wyzuta z emocji. Czasami tylko wychodzi w nocy by popatrzeć na gwiazdy i księżyc
Partner:
Umiejętności: nie zdradza
Steruje: ketsurui
środa, 7 maja 2014
OD Lilianne CD Koss
Pod wpływem jego słów poczułam nagle, że
jakimś niewytłumaczalnym sposobem mamy ze sobą wiele wspólnego. Może to
dziwne, ale... przywodził mi na myśl mnie samą. W tamtym momencie.
Bardzo chciałam zapytać go, co się stało, ale już z góry wiedziałam, iż
nie uzyskam odpowiedzi. Jeszcze za wcześnie. Wreszcie otrząsnęłam się z
podobnym myśli. Nie powinnam ufać osobom, których nie znam, a nawet
niektórym z tych, których znam.
- Przecież ja tu jestem... - odpowiedziałam równie cicho.
- Ale po tym, co się stało... Mam wrażenie, jakby poza tobą świat nie istniał. - oznajmił. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens tych słów. Delikatnie wyswobodziłam dłoń z uścisku Kossa.
- C-co? - spytałam zdumiona.
- Chodzi o to, że jesteś jedynym punktem otaczającego mnie świata, który stanowi łącznik między mną, a rzeczywistością. - wyjaśnił.
- Ach. - mruknęłam krótko. Nie spodziewałam się tego, ale gdy usłyszałam odpowiedź, poczułam bardzo osobliwy, cichy zawód, gdzieś w głębi duszy.
- Ty pewnie nie zrozumiesz... - odparł, spuszczając wzrok.
Zabawne. Bo ja akurat rozumiałam ten stan dużo lepiej, niż ktokolwiek z napotkanych przeze mnie ludzi.
- Rozumiem. - zniżyłam głos do szeptu. - Nawet nie wiesz, jak dobrze.
<Koss?>
- Przecież ja tu jestem... - odpowiedziałam równie cicho.
- Ale po tym, co się stało... Mam wrażenie, jakby poza tobą świat nie istniał. - oznajmił. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens tych słów. Delikatnie wyswobodziłam dłoń z uścisku Kossa.
- C-co? - spytałam zdumiona.
- Chodzi o to, że jesteś jedynym punktem otaczającego mnie świata, który stanowi łącznik między mną, a rzeczywistością. - wyjaśnił.
- Ach. - mruknęłam krótko. Nie spodziewałam się tego, ale gdy usłyszałam odpowiedź, poczułam bardzo osobliwy, cichy zawód, gdzieś w głębi duszy.
- Ty pewnie nie zrozumiesz... - odparł, spuszczając wzrok.
Zabawne. Bo ja akurat rozumiałam ten stan dużo lepiej, niż ktokolwiek z napotkanych przeze mnie ludzi.
- Rozumiem. - zniżyłam głos do szeptu. - Nawet nie wiesz, jak dobrze.
<Koss?>
wtorek, 6 maja 2014
OD Kossa CD Lilianne
Kobieta zniknęła w dość nietypowy sposób, razem z moim kuzynem. Wiedziałem, że Carl znajdzie jakiś sposób, by przedostać się ponownie na teren szkoły. Myślałem o bliskiej mi osobie i znów poczułem bolesne ukłucie w okolicy serca...
- W porządku? - usłyszałem czyjś nieśmiały głos.
Tuż przy mnie stała Lilianne, zupełnie o niej zapomniałem. To pewnie ona sprowadziła nauczycielkę.
- Dzięki tobie nie pozabijaliśmy się wzajemnie. - powiedziałem cicho przez zaciśnięte zęby.
Zacisnąłem pięści i nadal obserwowałem ciemny punkt na niebie.
- Nie martw się, nie wróci tu. Przynajmniej nie prędko. - powiedziała, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak. - oderwałem wzrok od błękitu i zwróciłem się do dziewczyny - Lepiej chodźmy stąd. Jak wróci dyrektorka, będzie zadawała pytania.
Oboje pospiesznie skierowaliśmy kroki w kierunku budynku szkoły. Już w środku, zdałem sobie sprawę, że bezmyślnie podążam za Lilianne. Mój umysł stanowił w tej chwili czarną dziurę. Wszystkie myśli i wspomnienia zamknąłem w głowie za drzwiami z napisem "nie otwierać". Wiedziałem, że przyjdzie czas, kiedy ból po stracie i poczucie samotności odnajdą mnie.... Jeszcze nie teraz, ale wkrótce. Obecnie szedłem pustym korytarzem z milczącą dziewczyną u boku. Byłem jej za to wdzięczny... Lilianne cichutko jęknęła. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że mocno ściskam jej dłoń.
- Przepraszam... - szepnąłem, jednak nadal trzymałem jej rękę, jakby była jedyną kotwicą łączącą mnie z rzeczywistością... - Zostań ze mną... - powiedziałem cicho - Jeszcze przez chwilę...
<Lilianne?>
Od Mami, CD Raina
Nie chciałam się narażać... Ale jeden raz nikt się nie zorientuje....Zawsze można wymyślać jakąś wymówkę.
- Zobaczę co da się zrobić... - puściłam do niego oko. Na szczęście siedzieliśmy blisko wyjścia.
Może jakby schylić się i na palcach przejść w stronę drzwi? Albo jakkolwiek wtopić się w tłum?
Schyliłam się tak, jakbym kucała. Jednak nie aż tak, musiałam pogodzić się z faktem że mam na sobie spódnicę... Może tak, by wyglądało to jakbym siedziała w powietrzu. Potrząsnęłam w stronę Raina porozumiewawczo, by mi wtórował. Posłusznie wykonał polecenie. O dziwo nikt nas nie zauważył. Na korytarzu było pusto i cicho...
- A ta szkoła ma monitoring? - zapytałam gdy zdałam sobie sprawę, że jak w każdej szkole mogą być tu kamery.
- Wątpię. Ta szkoła ledwo zaczęła swoją działalność. - puścił do mnie oko. - To gdzie pójdziemy?
- Obojętnie, ty może wymyśl. - szepnęłam, lecz i tak było mnie dobrze słychać. Korytarz był pusty. Mam nadzieję.
- Może chodźmy na świeże powietrze, tu śmierdzi farbą... - powachlował się dłonią. Pobiegliśmy na zewnątrz. Powietrze było rzeczywiście świeże. Na szczęście przy słupku nadal stał mój rower. Może powinnam przygarnąć do siebie jakiegoś zwierzaka....
< Rain, a jak przechadzka ;) >
- Zobaczę co da się zrobić... - puściłam do niego oko. Na szczęście siedzieliśmy blisko wyjścia.
Może jakby schylić się i na palcach przejść w stronę drzwi? Albo jakkolwiek wtopić się w tłum?
Schyliłam się tak, jakbym kucała. Jednak nie aż tak, musiałam pogodzić się z faktem że mam na sobie spódnicę... Może tak, by wyglądało to jakbym siedziała w powietrzu. Potrząsnęłam w stronę Raina porozumiewawczo, by mi wtórował. Posłusznie wykonał polecenie. O dziwo nikt nas nie zauważył. Na korytarzu było pusto i cicho...
- A ta szkoła ma monitoring? - zapytałam gdy zdałam sobie sprawę, że jak w każdej szkole mogą być tu kamery.
- Wątpię. Ta szkoła ledwo zaczęła swoją działalność. - puścił do mnie oko. - To gdzie pójdziemy?
- Obojętnie, ty może wymyśl. - szepnęłam, lecz i tak było mnie dobrze słychać. Korytarz był pusty. Mam nadzieję.
- Może chodźmy na świeże powietrze, tu śmierdzi farbą... - powachlował się dłonią. Pobiegliśmy na zewnątrz. Powietrze było rzeczywiście świeże. Na szczęście przy słupku nadal stał mój rower. Może powinnam przygarnąć do siebie jakiegoś zwierzaka....
< Rain, a jak przechadzka ;) >
poniedziałek, 5 maja 2014
OD Lilianne CD Koss
Udałam ucieczkę , ale jedynie w celu
uśpienia czujności przeciwnika Kossa. Co prawda bardzo się bałam, lecz
zdołałam zachować zimną krew. Bezceremonialnie pchnęłam wejście
prowadzące do budynku, po czym za pomocą umysłu odnalazłam najbliższego
nauczyciela. Jako że moje umiejętności w tym zakresie nie są
wyszlifowane i pozwalają mi tylko na lokalizację postaci oraz ogólną
analizę jej intencji, nie wiedziałam o nim nic ponadto. Zaraz potem z
niezwykłą skrupulatnością przedstawiłam mu niedawną scenę, a także
posłałam w jego stronę niewyraźną prośbę o pomoc i czekałam, pełna
wątpliwości. Wkrótce zza rogu wyłoniła się sylwetka... dyrektorki, tej
samej, która nakazała nam powrót do pokoi. Nie było jednak czasu na
zbędne wyjaśnienia. Ku mej uldze, zrozumiała. Bez słowa wspólnie
dobiegłyśmy na dziedziniec, gdzie ujrzałyśmy chłopaków tarzających się
po ziemi.
- Macie natychmiast skończyć! - rozkazała donośnym głosem. Jej zdecydowanie oraz nieustraszenie spowodowało, że urosła w moich oczach. Kobiecie nie udało się jednak przyciągnąć uwagi chłopaków. Wówczas, zanim zdążyłam ją powstrzymać, wyminęła mnie i rozdzieliła walczących jednym ruchem dłoni, z której wytrysnął strumień błękitnych płomieni, odrzucających ich w przeciwną stronę.
- Co się tutaj stało? - zapytała stanowczo, gdy było już po wszystkim.
Wtedy Koss odwrócił twarz. Oblicze chłopaka uległo diametralnym zmianom. Z jego oczu pełnych straszliwej żądzy zemsty i zarazem przejmującego, dogłębnego smutku, ściekały dwie pozbawione towarzystwa łzy. Drugi mężczyzna natomiast bez oznak najmniejszego zmęczenia wstał i wyszeptał głosem nasyconym tryumfem, pewnością siebie oraz arogancją:
- Nic, co dane jest ci wiedzieć, naiwna kobieto.
Nim ktokolwiek z nas sformułował odpowiedź, otoczyła go plątanina posępnego wiatru, po czym wystrzeliła w górę, zabierając go ze sobą.
- Macie natychmiast skończyć! - rozkazała donośnym głosem. Jej zdecydowanie oraz nieustraszenie spowodowało, że urosła w moich oczach. Kobiecie nie udało się jednak przyciągnąć uwagi chłopaków. Wówczas, zanim zdążyłam ją powstrzymać, wyminęła mnie i rozdzieliła walczących jednym ruchem dłoni, z której wytrysnął strumień błękitnych płomieni, odrzucających ich w przeciwną stronę.
- Co się tutaj stało? - zapytała stanowczo, gdy było już po wszystkim.
Wtedy Koss odwrócił twarz. Oblicze chłopaka uległo diametralnym zmianom. Z jego oczu pełnych straszliwej żądzy zemsty i zarazem przejmującego, dogłębnego smutku, ściekały dwie pozbawione towarzystwa łzy. Drugi mężczyzna natomiast bez oznak najmniejszego zmęczenia wstał i wyszeptał głosem nasyconym tryumfem, pewnością siebie oraz arogancją:
- Nic, co dane jest ci wiedzieć, naiwna kobieto.
Nim ktokolwiek z nas sformułował odpowiedź, otoczyła go plątanina posępnego wiatru, po czym wystrzeliła w górę, zabierając go ze sobą.
OD Raina CD Mami
W oddali dostrzegłem Mami, właśnie przypinała rower do słupka. Odwróciła się w moją stronę i pomachała energicznie ręką. Odruchowo wygładziłem brązową marynarkę i poprawiłem czarną koszulkę. Granatowe jeansy również w porządku. Zadowolony z siebie ruszyłem w stronę dziewczyny. Zdawałem sobie sprawę, że obecny ubiór nie bardzo pasował do rudych włosów, ale to już nie moje zmartwienie. Uśmiechnięty od ucha do ucha przywitałem się uroczym demonkiem.
- Ślicznie wyglądasz Mami. - złapałem jej dłoń i zakręciłem kilkakrotnie - Z każdej strony.
Dziewczyna zarumieniła się natychmiast od czubka głowy po same palce stóp. Tak przynajmniej zgadywałem.
- Lepiej już chodźmy. - rzuciła gdzieś w przestrzeń i ze spuszczoną głową ruszyła w stronę wejścia do szkoły.
W głównym korytarzu nie było tłumu. Trudno się dziwić, szkołę otwarto stosunkowo niedawno. Szybko odnaleźliśmy główną salę, w której odbywał się apel rozpoczynający rok szkolny. Zajęliśmy wolne miejsca w tylnym rzędzie pod oknami. Miałem stąd świetny widok na podwyższenie i Mami. Kiedy już wszyscy znaleźli swoje miejsca, do mikrofonu podeszła dyrektorka, szczupła kobieta ubrana w elegancką garsonkę.
- Witam wszystkich serdecznie. Jestem Erika, dyrektorka i założycielka Akademii....
Westchnąłem cicho i straciłem wątek. Skupiłem za to uwagę na grubym warkoczu mojej sąsiadki. Uśmiechnąłem się łobuzersko. Dziewczyna wydawała się pochłaniać całą sobą każde słowo wypowiedziane przez kobietę na podwyższeniu. Do czasu, kiedy lekko pociągnąłem ją za wspaniały warkocz.
- Zostaw! - syknęła, wyrywając włosy z moich rąk.
Nachyliłem się w stronę Mami, zatrzymując twarz zaledwie kilka centymetrów od jej ucha.
- Może wymkniemy się cichaczem z sali? Nie mam zamiaru wysłuchiwać tych wszystkich banałów - szepnąłem znudzony.
Dziewczyna zareagowała natychmiast.
sobota, 3 maja 2014
Od Mami, CD Raina
Zarumieniłam się lekko. To co się stało było urocze.
- Przestań, bo się zarumienię... - spojrzałam na niego czerwona jak burak. Przebrałam buty.
- Może już chodźmy... - na te słowa pokiwałam głową. Do ceremonii było coraz mniej czasu. Musiałam się przebrać w jakiś przyzwoity strój na apel. Przez cały czas przyglądał mi się z zainteresowaniem. Rozmowa niezbyt się kleiła, ale przy moim domu zaczęła. Jednak musieliśmy się rozejść do swoich domów by przygotować się do szkoły.
- Do zobaczenia w szkole! - pomachał mi i zniknął za rogiem.
Weszłam do domu. Od razu rzuciłam się do szafy. Otworzyłam ją na oścież. Ledwo co nie zabiłam się biegnąc. Ostatnio nie sprzątałam, byłam zajęta. Ciągle. Na okrągło szukałam jakiejś szkoły. Po (według mnie długim) przekładaniu ubrań znalazłam. Kwiecista spódnica, niebieska koszula bez rękawów oraz dżinsowa kurtka, to to, co mi teraz odpowiadało najbardziej. Do tego czarne rajstopy spisałyby się idealnie. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Przebrałam się w nie. Przed lustrem koka zamieniłam w luźnego warkocza. Tamten kok był prawie rozwalony. Hmm, może przefarbuję włosy... Podkręciłam rzęsy maskarą i nałożyłam róż. Usta pomalowałam błyszczykiem. Tyle makijażu starczy. Rozejrzałam się po mieszkaniu w poszukiwaniu torebki. Dzisiaj był tylko apel, nic więcej. Wzięłam granatową. Spakowałam do niej niezbędne rzeczy : telefon, słuchawki, chusteczki do nosa i mojego ulubionego batona z sezamem. Zarzuciłam na szyję gruby beżowy szal. Do koszyka w rowerze dałam łańcuch, za pomocą którego blokuję rower i zabezpieczam przed kradzieżą. Torebka również znalazłam się w koszyku. Pięć minut później byłam już na miejscu. Właśnie parkowałam rower, gdy zauważyłam Raina. Pomachałam mu z uśmiechem.
<Rain, co powiesz?>
- Przestań, bo się zarumienię... - spojrzałam na niego czerwona jak burak. Przebrałam buty.
- Może już chodźmy... - na te słowa pokiwałam głową. Do ceremonii było coraz mniej czasu. Musiałam się przebrać w jakiś przyzwoity strój na apel. Przez cały czas przyglądał mi się z zainteresowaniem. Rozmowa niezbyt się kleiła, ale przy moim domu zaczęła. Jednak musieliśmy się rozejść do swoich domów by przygotować się do szkoły.
- Do zobaczenia w szkole! - pomachał mi i zniknął za rogiem.
Weszłam do domu. Od razu rzuciłam się do szafy. Otworzyłam ją na oścież. Ledwo co nie zabiłam się biegnąc. Ostatnio nie sprzątałam, byłam zajęta. Ciągle. Na okrągło szukałam jakiejś szkoły. Po (według mnie długim) przekładaniu ubrań znalazłam. Kwiecista spódnica, niebieska koszula bez rękawów oraz dżinsowa kurtka, to to, co mi teraz odpowiadało najbardziej. Do tego czarne rajstopy spisałyby się idealnie. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Przebrałam się w nie. Przed lustrem koka zamieniłam w luźnego warkocza. Tamten kok był prawie rozwalony. Hmm, może przefarbuję włosy... Podkręciłam rzęsy maskarą i nałożyłam róż. Usta pomalowałam błyszczykiem. Tyle makijażu starczy. Rozejrzałam się po mieszkaniu w poszukiwaniu torebki. Dzisiaj był tylko apel, nic więcej. Wzięłam granatową. Spakowałam do niej niezbędne rzeczy : telefon, słuchawki, chusteczki do nosa i mojego ulubionego batona z sezamem. Zarzuciłam na szyję gruby beżowy szal. Do koszyka w rowerze dałam łańcuch, za pomocą którego blokuję rower i zabezpieczam przed kradzieżą. Torebka również znalazłam się w koszyku. Pięć minut później byłam już na miejscu. Właśnie parkowałam rower, gdy zauważyłam Raina. Pomachałam mu z uśmiechem.
<Rain, co powiesz?>
piątek, 2 maja 2014
OD Raina CD Mami
Wkroczyła na lód. Najpierw nieśmiało, robiła małe kółka, beczki i jeszcze kilka prostych ćwiczeń na rozgrzewkę. Co chwilę rzucała przez ramię niepewne spojrzenia. Po kilkunastu minutach wyraźnie się rozluźniła. Stanęła na środku lodowiska, przymknęła oczy, rozłożyła szeroko ramiona. Kolejne pół godziny mogłem podziwiać coś wspaniałego. Zapomniała o całym świecie, prezentując wspaniałą grację i wykonując wiele skomplikowanych figur. Na koniec ponownie zatrzymała się na środku lodowiska i ukłoniła lekko. Głośnymi oklaskami przypomniałem jej o sobie i całym świecie. Zawstydzona spuściła głowę i podjechała do bandy, za którą stałem.
- To było niesamowite! - uśmiechnąłem się szeroko.
- Poruszam się jak słoń. - powiedziała cicho i zarumieniła się lekko.
- Na prawdę uważam, że to było fantastyczne. - otworzyłem bramkę i pomogłem dziewczynie zejść z lodu.
Przechodząc nad progiem, potknęła się o jedną z łyżew i wylądowała w moich ramionach. Spojrzała na mnie przerażona. Ostrożnie posadziłem ją na ławkę i z szerokim uśmiechem wręczyłem niewielki bukiecik ognistych kwatów.
- Drobiazg dla wyjątkowo utalentowanej osóbki. - mrugnąłem porozumiewawczo.
OD Kossa CD Lilianne
Zacisnąłem mocno pięści.
- Co tu robisz?! - rzuciłem ostro.
Dziewczyna obserwowała nas lekko przestraszona.
- Lilianne, widzę, że zmarzłaś. Wróć do szkoły zaraz cię dogonię. - powiedziałem łagodnie, nie spuszczając z oka osobnika w płaszczu.
- Widzę, że masz nową koleżankę. Zawsze lubiłeś nieśmiałe dziewczynki. - uśmiechnął się złośliwie i ściągnął kaptur - Nie przedstawisz mnie?
- Będę czekać w bibliotece. - szepnęła cicho i pobiegła w stronę szkoły z książkami przyciśniętymi do piersi.
- Jaka szkoda, że nie usłyszy dobrej nowiny... - młody mężczyzna pokręcił głową z udawanym żalem.
- Powiedz czego tu szukasz i wynoś się! - zrobiłem krok w jego stronę.
- Chciałem osobiście przekazać ci wiadomość, że nasza droga babcia na skutek nieszczęśliwego wypadku, przeniosła się na tamten świat...
- Co?! - szepnąłem.
Poczułem jak włoski na karku stają mi dęba, a łzy same cisną się do oczy.
- Kłamiesz!
- Troszeczkę jej pomogłem, ale...
Przerwał nagle, gdy rzuciłem się na niego z pięściami. W oddali usłyszałem jakieś krzyki, ale w tej chwili liczył się tylko on, Carl - mój kuzyn...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum bloga
-
▼
2014
(55)
-
▼
maja
(23)
- Od Hany CD Argony
- Od Argony CD Hana
- Od Hany CD Argony
- OD Kossa CD Lilianne
- OD Raina CD Mami
- Od Mami, CD Raina
- OD Lilinne CD Koss
- OD Raina CD Mami
- OD Kossa CD Lilianne
- OD Lilianne CD Koss
- Od Argony
- Od Mami, CD Raina
- OD Kossa CD Lilianne
- OD Raina CD Mami
- Argona Ryuketsu
- OD Lilianne CD Koss
- OD Kossa CD Lilianne
- Od Mami, CD Raina
- OD Lilianne CD Koss
- OD Raina CD Mami
- Od Mami, CD Raina
- OD Raina CD Mami
- OD Kossa CD Lilianne
-
▼
maja
(23)