poniedziałek, 5 maja 2014

OD Lilianne CD Koss

Udałam ucieczkę , ale jedynie w celu uśpienia czujności przeciwnika Kossa. Co prawda bardzo się bałam, lecz zdołałam zachować zimną krew. Bezceremonialnie pchnęłam wejście prowadzące do budynku, po czym za pomocą umysłu odnalazłam najbliższego nauczyciela. Jako że moje umiejętności w tym zakresie nie są wyszlifowane i pozwalają mi tylko na lokalizację postaci oraz ogólną analizę jej intencji, nie wiedziałam o nim nic ponadto. Zaraz potem z niezwykłą skrupulatnością przedstawiłam mu niedawną scenę, a także posłałam w jego stronę niewyraźną prośbę o pomoc i czekałam, pełna wątpliwości. Wkrótce zza rogu wyłoniła się sylwetka... dyrektorki, tej samej, która nakazała nam powrót do pokoi. Nie było jednak czasu na zbędne wyjaśnienia. Ku mej uldze, zrozumiała. Bez słowa wspólnie dobiegłyśmy na dziedziniec, gdzie ujrzałyśmy chłopaków tarzających się po ziemi.
- Macie natychmiast skończyć! - rozkazała donośnym głosem. Jej zdecydowanie oraz nieustraszenie spowodowało, że urosła w moich oczach. Kobiecie nie udało się jednak przyciągnąć uwagi chłopaków. Wówczas, zanim zdążyłam ją powstrzymać, wyminęła mnie i rozdzieliła walczących jednym ruchem dłoni, z której wytrysnął strumień błękitnych płomieni, odrzucających ich w przeciwną stronę.
- Co się tutaj stało? - zapytała stanowczo, gdy było już po wszystkim.
Wtedy Koss odwrócił twarz. Oblicze chłopaka uległo diametralnym zmianom. Z jego oczu pełnych straszliwej żądzy zemsty i zarazem przejmującego, dogłębnego smutku, ściekały dwie pozbawione towarzystwa łzy. Drugi mężczyzna natomiast bez oznak najmniejszego zmęczenia wstał i wyszeptał głosem nasyconym tryumfem, pewnością siebie oraz arogancją:
- Nic, co dane jest ci wiedzieć, naiwna kobieto.
Nim ktokolwiek z nas sformułował odpowiedź, otoczyła go plątanina posępnego wiatru, po czym wystrzeliła w górę, zabierając go ze sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz