Na lekcjach nie potrafiłam się skupić.
Wciąż myślałam nad ostatnimi wydarzeniami, tak, że nauczyciele
wielokrotnie musieli wyrywać mnie z zamyślenia reprymendą. Gdy wreszcie
zabrzmiał dzwonek zwiastujący koniec zajęć, wybiegłam z klasy,
zapominając o zabraniu ze sobą książek. Skierowałam się prosto do
sekretariatu, gdzie zapytałam o numer pokoju Kossa. Uśmiechnięta kobieta
bez wahania udzieliła odpowiedzi. Już po chwili stałam przed drzwiami,
nieśmiało pukając. Usłyszałam znajomy głos wymawiający z zaskoczeniem
zdrobnienie mojego imienia. Nacisnęłam klamkę i zobaczyłam chłopaka
siedzącego na skraju niepościelonego łóżka. Przeczesał palcami potargane
włosy.
- Wyglądasz... inaczej. - stwierdził, lustrując mnie wzrokiem.
Miał z resztą rację. Mimo roztargnienia, pamiętałam o ubraniu czegoś normalnego. Teraz byłam odziana w czarną, rozkloszowaną sukienkę sięgającą do kolan, a włosy upięłam w niewysoki kok. Zdziwiłam się, że zauważył odmienny strój na wstępie.
- Tak, założyłam inne ubrania. - rzuciłam niedbale. - Koss... wiesz... bo... - uświadomiłam sobie, iż nie wiem, w jakim właściwie celu do niego przyszłam. Szukałam odpowiednich słów. - Chciałam zapytać, skąd wiesz o mnie to wszystko. - Oznajmiłam w końcu. Po części była to prawda. Zawsze wnikliwie obserwowałam otaczających mnie ludzi. Jakim sposobem dotarł do źródła informacji?
- Już ci wyjaśniłem. - odparł po chwili namysłu.
- Ale nie wszystko...
- I tak zbyt dużo powiedziałem.
- To... to wyjaśnij chociaż, kim on był...
- Kto?
- Znasz odpowiedź.
- Wolę o nim nie mówić. Nie w tym momencie...
Ból w jego głosie sprawił, że niespodziewanie odczułam wielkie współczucie i zrozumienie. Podeszłam do Kossa, opadłam na łóżko, po czym położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. - wyszeptałam, choć wiedziałam o marnym znaczeniu tych popularnych słów.
- Wyglądasz... inaczej. - stwierdził, lustrując mnie wzrokiem.
Miał z resztą rację. Mimo roztargnienia, pamiętałam o ubraniu czegoś normalnego. Teraz byłam odziana w czarną, rozkloszowaną sukienkę sięgającą do kolan, a włosy upięłam w niewysoki kok. Zdziwiłam się, że zauważył odmienny strój na wstępie.
- Tak, założyłam inne ubrania. - rzuciłam niedbale. - Koss... wiesz... bo... - uświadomiłam sobie, iż nie wiem, w jakim właściwie celu do niego przyszłam. Szukałam odpowiednich słów. - Chciałam zapytać, skąd wiesz o mnie to wszystko. - Oznajmiłam w końcu. Po części była to prawda. Zawsze wnikliwie obserwowałam otaczających mnie ludzi. Jakim sposobem dotarł do źródła informacji?
- Już ci wyjaśniłem. - odparł po chwili namysłu.
- Ale nie wszystko...
- I tak zbyt dużo powiedziałem.
- To... to wyjaśnij chociaż, kim on był...
- Kto?
- Znasz odpowiedź.
- Wolę o nim nie mówić. Nie w tym momencie...
Ból w jego głosie sprawił, że niespodziewanie odczułam wielkie współczucie i zrozumienie. Podeszłam do Kossa, opadłam na łóżko, po czym położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. - wyszeptałam, choć wiedziałam o marnym znaczeniu tych popularnych słów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz