poniedziałek, 12 maja 2014

Od Mami, CD Raina

Stworek wyrywał się i chciał odlecieć. Liście, motyle i inne rzeczy które mogą latać po przeciętnym mieście ciekawiły go. Wyciągał główkę jak najwyżej by schwytać liść. Uspokoiłam go głaskaniem pod szyją. Mruczał cichutko i spływała z niego nadpobudliwość. Nie chciałam zbytnio potrząsać zwierzaczkiem, więc powstrzymaliśmy się od biegu, truchtu a nawet marszu. Prędkość nie mogła przekraczać przeciętnego niedzielnego spaceru. Inaczej maluch mógłby mnie ugryźć w rękę. W końcu dotarliśmy do domu. Nie używając rąk i słów wskazałam chłopakowi na torebkę, by otworzył drzwi, bo miałam zajęte ręce. Nie od razu zrozumiał. Wpuścił nas do domu. Zamknął drzwi.
- Gdzie mam go położyć.... - zastanawiałam się na głos.
- Może na podłogę? - uśmiechnął  się. Zrobiłam jak powiedział. Gryf chciał polecieć, ale bolące skrzydełko dawało się we znaki.
- To samiczka.... - pogłaskałam stworzonko po grzbiecie.
- Jesteś pewna? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak, kiedyś czytałam że samice mają skrzydła, a samce wręcz odwrotnie. Jeśli nie wierzysz, mogę ci udowodnić. - puściłam do niego oko i włączyłam laptopa. Szybko i sprawnie weszłam na Wikipedię.
- ,,Heraldyczny gryf jest zawsze rodzaju żeńskiego, chyba że zaznaczono inaczej. Gryf rodzaju męskiego jest bezskrzydły" - przeczytał na głos bez zająknięcia. - Rzeczywiście...
- Ciekawe co jedzą takie gryfy... - splotłam ręce na piersi. - Już wiem! Skoro gryf jest hybrydą lwa i orła, to je mięso.
Bez żadnego pośpiechu wyjęłam z zamrażalnika pierś z kurczaka. Maluch chwiejnym krokiem, ale zawsze podreptał do mnie i pochwycił mięso. Zjadł i domagał się więcej smakowitych kąsków.

<Rain, dasz mu coś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz