Ukryłem twarz w dłoniach i odetchnąłem spokojnie.
- Będzie inaczej, tego jestem pewien.
Czułem ciepło jej drobnej dłoni na ramieniu. Oboje byliśmy samotni i zagubieni w wielkim świecie, a jednak to właśnie ona, nieśmiała dziewczyna, wyciągnęła do mnie rękę w geście pocieszenia...
- To długa historia. - skupiłem wzrok na przeciwległej ścianie - Może kiedyś ci ją opowiem w dłuższej wersji. Gość, którego widziałaś to mój kuzyn. Od dziecka lubił dręczyć ludzi, wykorzystując pozycję rodzinną. Babcia zawsze stanowiła głowę rodu. Była surowa i wymagająca, jednak miała dobre serce. Cały majątek po jej śmierci przejąłby jeden spadkobierca - Carl lub ja. Nasi ojcowie byli jedynymi synami Damy Margarett i jak wszyscy, uważali mojego kuzyna za wspaniałe dziecko, a mnie za odludka. O dziwo, babcia przejrzała Carla i jego charakter. W nocy po oficjalnym przyjęciu, gdzie ogłosiła mnie następcą rodu, kuzyn próbował popełnić morderstwo... - uśmiechnąłem się krzywo - Wielu pewnie ucieszyłoby się z mojej śmierci. Zdołałem uciec i wymknąć się z rąk jego "przyjaciół". Przez wiele lat ścigał mnie jak zwierzynę i wreszcie znalazł. Nie wiem jak zdołał przedostać się przez zabezpieczenia wyspy. Widocznie ktoś mu pomógł. Powiedział mi o śmierci babci, więc znając rodzinę, przejął majątek i przywileje. Obawiam się, że wreszcie zdoła mnie tu dosięgnąć, ma dostatecznie dużo pieniędzy i ludzi na skinienie palca. Na szczęście, także mam kilku wiernych przyjaciół. To przez nich zebrałem informacje o tobie. Bałem się, że Carl znalazł naiwną dziewczynę i naopowiadał kłamstw, jakim to jestem potworem, a potem wysłał, by dokończyła zadanie za niego. Nie bierz tego do siebie, to ostrożność.
- Rozumiem... - wyszeptała.
Spodziewałem się raczej, że będzie zła, znienawidzi mnie, albo wybiegnie z płaczem. Tymczasem ofiarowała swoje współczucie...
- Zaskakujesz mnie Lili coraz bardziej... - powiedziałem cicho - Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym teraz poznać twoją historię, z twoich ust.
<Lilianne?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz