Wkroczyła na lód. Najpierw nieśmiało, robiła małe kółka, beczki i jeszcze kilka prostych ćwiczeń na rozgrzewkę. Co chwilę rzucała przez ramię niepewne spojrzenia. Po kilkunastu minutach wyraźnie się rozluźniła. Stanęła na środku lodowiska, przymknęła oczy, rozłożyła szeroko ramiona. Kolejne pół godziny mogłem podziwiać coś wspaniałego. Zapomniała o całym świecie, prezentując wspaniałą grację i wykonując wiele skomplikowanych figur. Na koniec ponownie zatrzymała się na środku lodowiska i ukłoniła lekko. Głośnymi oklaskami przypomniałem jej o sobie i całym świecie. Zawstydzona spuściła głowę i podjechała do bandy, za którą stałem.
- To było niesamowite! - uśmiechnąłem się szeroko.
- Poruszam się jak słoń. - powiedziała cicho i zarumieniła się lekko.
- Na prawdę uważam, że to było fantastyczne. - otworzyłem bramkę i pomogłem dziewczynie zejść z lodu.
Przechodząc nad progiem, potknęła się o jedną z łyżew i wylądowała w moich ramionach. Spojrzała na mnie przerażona. Ostrożnie posadziłem ją na ławkę i z szerokim uśmiechem wręczyłem niewielki bukiecik ognistych kwatów.
- Drobiazg dla wyjątkowo utalentowanej osóbki. - mrugnąłem porozumiewawczo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz