czwartek, 26 czerwca 2014

OD Raina CD Mami

- Sprawdźmy. - puściłem do Mami oko. 
Pospiesznie zająłem miejsce na siodełku i wskazałem dziewczynie miejsce przed sobą.
- To chyba nie jest dobry pomysł... - zarumieniła się uroczo i spuściła wzrok.
- Mami, czas ucieka. - powiedziałem uśmiechając się szelmowsko.
Niepewnie i z ociąganiem usiadła na rurce rowera tuż przede mną.
- Trzymaj się mała. - pisnęła cicho, kiedy objąłem ją w pasie i trzymając jedną ręką kierownicę pojechałem lekkim zygzakiem w kierunku szkoły. Na miejsce dotarliśmy zbyt późno. Dziewczyna pospiesznie przypięła rower łańcuszkiem do słupka i oboje pobiegliśmy do drzwi. W połowie drogi dostrzegłem, jak z budynku zaczynają wychodzić uczniowie razem z nauczycielami...
- Zemdlej! - szepnąłem do Mami.
- Co? - spytała niepewna czy dobrze usłyszała.
Zatrzymałem ją w miejscu i wziąłem na ręce.
- Udawaj, że zemdlałaś.
Bez dalszych pytań, dziewczyna wykonała moje polecenie. Jej głowa opadła bezwładnie na moją pierś. Przez tłum zaciekawionych postaci przedarła się dyrektorka.
- Co tu się dzieje? - powiedziała donośnie, marszcząc przy tym brwi.
- Mami, źle się poczuła i wyszliśmy na dwór. Nie wiem dlaczego, ale zemdlała. - wzruszyłem z zakłopotaniem ramionami.
- Zanieś ją do skrzydła szpitalnego. - powiedziała pospiesznie i ponownie zniknęła w tłumie.
Nim jednak straciłem kobietę z oczy, na jej twarzy dostrzegłem cień uśmiechu. Z trudem powstrzymując wesołość, ruszyłem we wskazanym kierunku. Kiedy zniknęliśmy za rogiem budynku, postawiłem dziewczynę na ziemi.
- Chyba się udało. - powiedziała z ulgą.
Ku mojemu i jej zaskoczeniu, nadal trzymałem Mami w ramionach. Jakoś nie mogłem się zmusić, by puścić dziewczynę...

<Mami?>

niedziela, 8 czerwca 2014

Od Mami, CD Raina

- Na pewno? - maluch popiskiwał. Musiał mieć niezły ubaw. Zawodził w powietrzu niczym mały samolocik, czy też latawiec. Unosił się leciutko.
- Myślałam, że jest cięższa... a w powietrzu unosi się jak latawiec... - mruknęłam sama do do siebie, ale Rain to usłyszał.
- Rzeczywiście, też się nad tym zastanawiałem... - powiedział na głos.
- Kiedy? - spojrzałam na niego nagle.
- W sklepie zoologicznym. - spojrzałam na niego z niedowierzaniem oraz z miną mówiącą mniej więcej : ,,Przecież tam nie szliśmy". On to zauważył.
- Wtedy co mnie tam wysłałaś.
- Kiedy?
- Przecież to było zaledwie dzisiaj!
- Aaa, już pamiętam.... - wymamrotałam pod nosem. Nagle coś usiadło mi na ramieniu i zatrzepotało skrzydłami. Drgnęłam. Przypomniałam sobie, że to gryf.
- Lubi cię. - zaśmiał się Rain i wtedy maluch wyjął mi z włosów liść. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 12:25.
- CHODŹ! ZA 15 MINUT KOŃCZY SIĘ UROCZYSTOŚĆ! DOSTANIE SIĘ NAM, ŻE UCIEKLIŚMY Z APELU! - wyrzuciłam jednym tchem. Wzięłam wielki haust powietrza. Chłopak ,,wrócił na ziemię" i pobiegł za mną do domu. Szybko dałam młodej trochę kurczaka i zamknęłam w klatce. Chwyciłam klucze. Chłopak był już gotowy. Pochwyciłam jeszcze torbę i wybiegłam z nim na zewnątrz. Zamknęłam drzwi.
- Na tym rowerze mogą jechać dwie osoby. - puściłam do niego oko. Jak jedna jedzie z tyłu, niestety nie na siedzeniu...

<Rain, jak nas wyciągniesz z tego?>

sobota, 17 maja 2014

Od Hany CD Argony

- Pokazać? Nic - zaśmiała się lekko.
- Serio? To po co mnie tu ciągnęłaś? - dziewczyna lekko zdenerwowana spojrzała na Hanę, ktora nadal wydawała się być rozbawiona całą sytuacją.
- Nie uśmiecha mi się specjalnie samotne szwędanie się po tej cholernej wyspie - mruknęła. - Nudzę się, przeokropnie - pokręciła głową.
- Nic na to nie poradzę - mruknęła nieco zirytowana Argona.
- Byłas może w tym lesie? - Hana wskazała palcem na gromadę drzew, których korony lekko kołysały się na wietrze.
- Nie, jakoś szczególnie się po tej wyspie nie rozglądałam - pokręciła głową i rozejrzała się.
- No to czas to zmienić, chodź - zachichotała i ruszyla w stronę lasu, zgrabnie stawiając nogę za nogą.
- Niech cię diabli - prychnęła czarnowłosa, ale mimo wszystko dalej szła za Haną.
- Mama mi mówiła, że wyspa jest praktycznie dzika. Możemy spotkać tu dosłownie wszystko. Od zwykłych zwierząt po magiczne stworzenia - położyła ręce na biodrach i szła dalej. - Może nareszcie wydarzy się coś ciekawego.
<Argona? ^^>

Od Argony CD Hana

- Szczerze mówiąc przeszkadza mi twoja obecność - skrzywiłam się lekko - Ale w sumie skoro już tu jesteś to możesz się przynajmniej na coś przydać. Prowadź.
Nie byłam pewna czy moje słowa rozzłościły sukkubkę, czy raczej speszyły. Niemniej ruszyła w ciszy przez korytarz prowadząc mnie w stronę wyjścia. Ale nie milczała zbyt długo. Już po chwili z nutką kpiny w głosie zapytała:
- Nie spotkałam cię wcześniej, więc co cię sprowadza do Akademii?
- Nic szczególnego - mruknęłam w odpowiedzi - Potrzebuję chwili odpoczynku od Łowców.
- Więc polowali na ciebie?
- Jak zapewne na nas wszystkich...
- Nieważne - dziewczyna machnęła lekceważąco dłonią - Jesteśmy na zewnątrz, jeśli jeszcze nie zauważyłaś.
- Oczywiście, że zauważyłam - wymamrotałam - I nie widzę tu nic specjalnego. Nic, co mogłoby się podobać takiej ślicznotce sukkubskiej.
- Oh, jeszcze zobaczysz - odpowiedziała ze śmiechem - Chodźmy!
Pociągnęła mnie za sobą wzdłuż plaży. Las po naszej lewej był tak samo spokojny jak woda po prawej. Nic się nie poruszało, nic nie naruszało ciszy. Nic prócz naszych kroków. A właściwie kroków Hany.
- Więc co chciałaś mi pokazać?
(Hana? Podejrzewam, że zaraz z zarośli wyskoczy jakiś potwór. Wielki i straszny... Różowy Królik!!)

Od Hany CD Argony

Hana przyglądała się dziewczynie ze zmrużonymi oczyma. Nie spodziewała się, że spotka kogoś o tak późnej porze. Skrzywiła się nieco, bo myślała, że uda jej się wymknąć ze szkoły niezauważona przez nikogo. Matka na bank nie ucieszyłaby się, gdyby dowiedziała się o nocnych przechadzkach córki po pogrążonej w nocnym mroku wyspie. Dzienne spacery to zupełnie inna sprawa.
Dziewczyna położyła ręce na biodrach i przyjrzała się czarnowłosej. Nie ułatwiała jej tego wszechobecna ciemność:
- Co tutaj robisz? Powinnaś być w pokoju - mruknęła Hana, nie spuszczając jej z oczu.
- Skoro ja powinnam być w pokoju, to ty również, nie? - mruknęła beznamiętnie.
Hana zamilkła speszona pytaniem dziewczyny. Obie przyglądały się sobie w ciszy przez dłuższą chwilę.
- A tak w ogóle... nazywam się Hana - powiedziała dosyć cicho, by jej głos zbytnio nie rozszedł się po korytarzu.
- Argona - podała jej dłoń, a Hana ją lekko uścisnęła.
- Masz może ochotę na nocny spacer po wyspie? Podobno po zmroku można spotkać w tutejszym lesie ciekawe stworzenia - zaśmiała się cicho, a na jej twarzy zagościł wredny uśmieszek.
<Argona?>

piątek, 16 maja 2014

OD Kossa CD Lilianne

- To proste. Do szkoły mogą uczęszczać tylko żeńskie demony lub zwykli ludzie, tacy jak ja.
- Żaden z uczniów nie jest zwykłym człowiekiem. - powiedziała cicho. - myślami zapwene była gdzieś daleko stąd.
- O czym myślisz? - obserwowałem jej nieobecne oczy.
- O niczym. - spuściła głowę.
- Chciałbym cię lepiej poznać. - delikatnie uniosłem jej podbródek.
- Niewiele pamiętam. - wstała z łóżka, krążąc po pokoju.
- Nadal mi nie ufasz.... - szepnąłem cicho, by nie usłyszała.
- Ufałam tylko jednej osobie, ale ona odeszła... - miała dobry słuch - Może kiedyś powiem ci więcej, ale nie dziś. 
- Rozumiem. Masz ochotę na mały spacer? W pokoju jest duszno.
- Dokąd chcesz iść?
- Niedaleko stąd jest plaża.
- Chętnie. - uśmiechnęła się delikatnie.
Opuściliśmy mury Akademii i skierowaliśmy kroki w stronę morza. Wiał lekki wiatr, niosąc zapach soli. Mewy krążyły nad nami, krzycząc płaczliwie. Zachodzące słońce zabarwiło wszystko na czerwonozłoty kolor. Szliśmy powoli, ciesząc się niezapomnianym widokiem i mimowolnie poddając romantycznej atmosferze tego miejsca.

<lilianne? Sorki, że takie krótkie... ;)>

OD Raina CD Mami

Wyciągnąłem do dziewczyny rękę i pomogłem jej wstać.
- Dzięki.... - zaczerwieniła się na widok pewnej części odzieży leżącej na ziemi - uduszę go...! - wyszeptała, błyskawicznie zbierając bieliznę.
- To chyba twoje... - roześmiałem się, machając Mami przed oczami czarną podkolanówką z białą kokardką.
- Tak... - zabrała swoje rzeczy i w pośpiechu schowała na miejsce.
Mały rozbujnik został zamknięty w sporej klatce.
- Niesforna łobuziara. - malec patrzył żałośnie zza krat, jakby miał się za chwilę rozpłakać - Nawet nie próbuj...! - jęknęła błagalnie
- Nic jej nie będzie. - odciągnąłem Mami od klatki - Obie musicie się wzajemnie przyzwyczaić do nowej sytuacji. Potem będziesz mogła ją nauczyć dobrego zachowania. - powiedziałem przemądrzałym tonem. 
- To może długo potrwać... - wyglądała równie żałośnie, co stworzonko w kaltce.
- Chyba mam pomysł. - mrugnąłem porozumiewawczo i podniosłem klatkę.
- Co robisz? - zapytała z lekkim niepokojem.
- Chodź przewietrzycie się obie.
Wyszliśmy razem przed dom, postawiłem klatkę na zieni i otworzyłem drzwiczki.
- Zrobi sobie krzywdę!
Złapałem dziewczynę za rękę, powstrzymując przed złapaniem gryfka. Tymczasem zwierzątko z zadowoleniem i głośnym świergotem wzbiło się w powietrze. Przyciągnąłem Mami do siebie.
- Nic jej nie będzie. - zadarliśmy oboje głowy do góry, obserwując podniebne wyczyny malca.

<Mami uważaj na pociski z nieba... ;)>