Kobieta zniknęła w dość nietypowy sposób, razem z moim kuzynem. Wiedziałem, że Carl znajdzie jakiś sposób, by przedostać się ponownie na teren szkoły. Myślałem o bliskiej mi osobie i znów poczułem bolesne ukłucie w okolicy serca...
- W porządku? - usłyszałem czyjś nieśmiały głos.
Tuż przy mnie stała Lilianne, zupełnie o niej zapomniałem. To pewnie ona sprowadziła nauczycielkę.
- Dzięki tobie nie pozabijaliśmy się wzajemnie. - powiedziałem cicho przez zaciśnięte zęby.
Zacisnąłem pięści i nadal obserwowałem ciemny punkt na niebie.
- Nie martw się, nie wróci tu. Przynajmniej nie prędko. - powiedziała, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak. - oderwałem wzrok od błękitu i zwróciłem się do dziewczyny - Lepiej chodźmy stąd. Jak wróci dyrektorka, będzie zadawała pytania.
Oboje pospiesznie skierowaliśmy kroki w kierunku budynku szkoły. Już w środku, zdałem sobie sprawę, że bezmyślnie podążam za Lilianne. Mój umysł stanowił w tej chwili czarną dziurę. Wszystkie myśli i wspomnienia zamknąłem w głowie za drzwiami z napisem "nie otwierać". Wiedziałem, że przyjdzie czas, kiedy ból po stracie i poczucie samotności odnajdą mnie.... Jeszcze nie teraz, ale wkrótce. Obecnie szedłem pustym korytarzem z milczącą dziewczyną u boku. Byłem jej za to wdzięczny... Lilianne cichutko jęknęła. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że mocno ściskam jej dłoń.
- Przepraszam... - szepnąłem, jednak nadal trzymałem jej rękę, jakby była jedyną kotwicą łączącą mnie z rzeczywistością... - Zostań ze mną... - powiedziałem cicho - Jeszcze przez chwilę...
<Lilianne?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz