- Może sam chciałbyś spróbować? - Mami podała mi kilka niewielkich porcji piersi z kurczaka.
- Mam nadzieję, że nie zje moich palców. - mrugnąłem do dziewczyny i przykucnąłem przy gryfce.
Maluch rzucił się z apetytem na kawałki mięsa, przy okazji dziobiąc i moją rękę...
- Hej! - krzyknąłem - do boli, cholero mała!
- Nie mów tak do niej, bo ją przestraszysz! - Mami wpadła w bojowy nastrój.
Podeszła do zwierzątka i pogłaskał pieszczotliwie po łebku.
- Nie bój się go. To tylko facet, dużo krzyczy, mało robi.
Obserwowałem tą dwójkę z wysoko uniesionymi brwiami ze zdziwienia. W końcu dałem upust emocjom i parsknąłem głośnym śmiechem. Malec pisnął cicho i skulił się w ramionach dziewczyny.
- Przestraszyłeś ją! - powiedziała z wyraźną naganą w głosie.
- Przejmujesz się zwierzakiem, a ja? - podniosłem zraniony palec - Krwawię....!
- Przeżyjesz. - rzuciła przelotne spojrzenie na moją rękę i zajęła się na powrót małym gryfem.
- Ach te kobiety... - westchnąłem rozbawiony - Podaj mi tą groźną bestię, rzucę okiem na złamane skrzydło.
- Tylko bądź delikatny.
Zwierzątko nie było zachwycone pomysłem i za wszelką cenę próbowało się wyrwać.
- Chyba rzeczywiście nie przepada za mną. Trzymaj ją.
Dziewczyna przyklęknęła na przeciw mnie na podłodze, tuląc malca do piersi. Ostrożnie ująłem zranione skrzydło i przesunąłem opuszkami palców po gładkich piórach. Wreszcie wyczułem deformację, a maluch wydał cichy pisk.
- Trzymaj ją teraz mocno. - zamknąłem oczy.
O dziwo nie mogłem się skupić. Rozpraszała mnie bliskość dziewczyny i szarpiące się zwierzątko. Po dłuższej chwili poczułem przepływ energii między mną a gryfem. Malec wyrywał się coraz słabiej, w końcu umilkł zupełnie.
- Już po wszystkim. - wysapałem, ocierając pot z czoła.
Mami podniosła głowę, byliśmy zaledwie kilka centymetrów od siebie. Trwaliśmy tak nieporuszeni przez krótką chwilę. Niespodziewany brzęk tłuczonego szkła przywrócił nas rzeczywistości.
- Gryf! - dziewczyna natychmiast podniosła się na równe nogi i z niepokojem rozejrzała za zwierzątkiem.
Mały psotnik siedział na szafce zadowolony z siebie, machając skrzydłami. Na podłodze leżały ostre kawałki porcelany...
<Mami? Tylko się nie skalecz ;)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz