wtorek, 29 kwietnia 2014

OD Lilianne CD Koss

- Może... najpierw pójdę się przebrać... - mruknęłam w końcu niepewnie. Perspektywa wyjścia na dziedziniec szkoły w piżamie i wełnianej bluzie nie brzmiała zbyt ciekawie.
- Daj spokój. Nikogo nie ma tam o tej porze. - odparł.
- Ale tam raczej też nie wolno nam być.
- W drodze do twojego pokoju mogłabyś natknąć się na kolejnego nauczyciela, który nie byłby już tak łaskawy. Wątpię, że któryś z nich jest na zewnątrz. - sprostował.
- A co, jeśli jednak któregoś zobaczymy?
- Powiemy, że jesteśmy w drodze do pokoi.
- Przez podwórko...? - spytałam z powątpiewaniem.
- Każdy może się zgubić... - puścił do mnie oko.
Jego argumenty były naprawdę mocne. Westchnęłam i doszłam do wniosku, że dalsza dyskusja nie ma sensu.
- To chodźmy. - zgodziłam się cicho.
Przez parę minut szliśmy w milczeniu, co jakiś czas tylko zerkałam na Kossa kątem oka, gdyż nie wyzbyłam się swoich niedawnych wątpliwości. Chyba jednak wszystko było z nim dobrze. Wkrótce doszliśmy do oszklonych drzwi i wyszliśmy na podwórze. Odczuwałam zimno, dlatego naciągnęłam bardziej koszulkę, ale nie powiedziałam o tym chłopakowi. Nagle zza drzewa wyłoniła się wysoka postać odziana w długi, ciemny płaszcz. Nie dostrzegłam jej twarzy z powodu obszernego kaptura. Niezależnie od tego, kim była, nie wyglądała na przychylnie nastawioną. Pytająco spojrzałam na chłopaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz