wtorek, 29 kwietnia 2014

Od Lilianne CD Koss

Nie wiedziałam, gdzie teraz pójdę. Nagle usłyszałam stąpające za mną kroki. Szybko wykalkulowałam, że niewątpliwie należą one do Kossa, ponieważ poza tamtą klasą w najbliższym otoczeniu nie było żadnych drzwi, z których mógłby wyjść ktoś inny, a korytarz jest długi i nikt nie zdołałby przebyć go w tak krótkim czasie. Czułam nieodpartą chęć zapytania, dlaczego za mną idzie, a potem oglądania jego zdziwionej miny, ale uznałam, że lepiej będzie, jeśli to on odezwie się pierwszy. Ludzie bywają dziwni. Wkrótce chłopak dorównał mi kroku.
- Pójdę z tobą tylko, bo akurat idę w tę samą stronę. - powiedział tym swoim aroganckim tonem - A ty, gdzie właściwie idziesz? - zagadnął.
- Gdzieś, gdzie będzie w miarę spokojnie... A potem wracam.
- Nie powinnaś przypadkiem pójść na lekcje?
- W piżamie, tak? - odpowiedziałam zażenowana. 
Teraz pożałowałam, że nie poświęciłam czasu na założenie czegoś normalnego. Uśmiechnął się do mnie i już otwierał usta w celu sformułowaniu odpowiedzi, ale zanim wymówił pierwszą głoskę, przed nami stanęła sylwetka jednej ze znanych mi tylko z widzenia nauczycielek. Zdziwiłam się. Wcześniej nie słyszałam kroków, ani też w tym miejscu korytarz nie skręcał. Czyżby znała sztukę teleportacji?
- Co wy robicie tutaj o tej porze? - zapytała oschle, mierząc mój strój z lekka zaskoczonym wzrokiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz