Nie wiedziałam, gdzie teraz pójdę. Nagle
usłyszałam stąpające za mną kroki. Szybko wykalkulowałam, że
niewątpliwie należą one do Kossa, ponieważ poza tamtą klasą w
najbliższym otoczeniu nie było żadnych drzwi, z których mógłby wyjść
ktoś inny, a korytarz jest długi i nikt nie zdołałby przebyć go w tak
krótkim czasie. Czułam nieodpartą chęć zapytania, dlaczego za mną idzie,
a potem oglądania jego zdziwionej miny, ale uznałam, że lepiej będzie,
jeśli to on odezwie się pierwszy. Ludzie bywają dziwni. Wkrótce chłopak
dorównał mi kroku.
- Pójdę z tobą tylko, bo akurat idę w tę samą stronę. - powiedział tym swoim aroganckim tonem - A ty, gdzie właściwie idziesz? - zagadnął.
- Gdzieś, gdzie będzie w miarę spokojnie... A potem wracam.
- Nie powinnaś przypadkiem pójść na lekcje?
- W piżamie, tak? - odpowiedziałam zażenowana.
- Pójdę z tobą tylko, bo akurat idę w tę samą stronę. - powiedział tym swoim aroganckim tonem - A ty, gdzie właściwie idziesz? - zagadnął.
- Gdzieś, gdzie będzie w miarę spokojnie... A potem wracam.
- Nie powinnaś przypadkiem pójść na lekcje?
- W piżamie, tak? - odpowiedziałam zażenowana.
Teraz pożałowałam, że nie poświęciłam czasu na założenie czegoś normalnego.
Uśmiechnął się do mnie i już otwierał usta w celu sformułowaniu
odpowiedzi, ale zanim wymówił pierwszą głoskę, przed nami stanęła
sylwetka jednej ze znanych mi tylko z widzenia nauczycielek. Zdziwiłam
się. Wcześniej nie słyszałam kroków, ani też w tym miejscu korytarz nie
skręcał. Czyżby znała sztukę teleportacji?
- Co wy robicie tutaj o tej porze? - zapytała oschle, mierząc mój strój z lekka zaskoczonym wzrokiem.
- Co wy robicie tutaj o tej porze? - zapytała oschle, mierząc mój strój z lekka zaskoczonym wzrokiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz