czwartek, 24 kwietnia 2014

Od Lilianne

Zwlokłam się z łóżka bardzo wcześnie, mimo że nie spałam zbyt długo dręczona koszmarami, które ostatnio miewałam znacznie częściej, niż zwykle. Zamiast swojego codziennego stroju narzuciłam wełnianą bluzę na piżamę stanowiącą przydługą koszulkę i wciągnęłam wysokie buty, nawet nie czesząc potarganych włosów; nie spodziewałam się spotkać kogokolwiek o tej porze. Sięgnęłam po kilka sporych ksiąg o pożółkłych ze starości kartach oprawionych w ciemną skórę i przekroczyłam próg swojego zagraconego pokoju, zapominając o zamknięciu pomieszczenia. Przez jakiś nieokreślony czas przemierzałam kolejne korytarze w poszukiwaniu pustej klasy, w której nic nie zmąci tak uwielbianej przeze mnie ciszy. Niestety, ani jedna nie była otwarta. Po kilkunastu minutach ze zrezygnowaniem nacisnęłam którąś z kolei klamkę. Ku mojemu zadowoleniu, pod niewielkim obciążeniem ustąpiła. Tuż za drzwiami stał jakiś człowiek (albo i nie). zamierzający opuścić salę. Szczęśliwym trafem zdołałam utrzymać równowagę i nie upadłam, gdy niespodziewanie się z nim zderzyłam, ale książki wypadły mi z rąk.

< Ktoś dokończy? c: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz